Jeden z niewielu raperów z Bay Area, którym udało się zabłysnąć na międzynarodowych listach przebojów i ekranach MTV, to Baby Bash z Vallejo. Latynoska gwiazda zdobyła serca fanów swoim krążkiem wydanym przez Universal Records w roku 2003 oraz późniejszymi pozycjami. Niewielu zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę raper debiutował o wiele wcześniej i to w dodatku jako Baby Beesh.
Pierwsze jego występy miały miejsce w połowie lat 90-tych (na "Playas Association Vol. 1" z '95 i "The Rumble" z '97). Później przyszedł czas na członkostwo w grupie Latino Velvet oraz dwie solowe płyty pod ksywą Baby Beesh. Wielu przeciętnych słuchaczy Bash'a nawet o nich nie słyszała, gdyż jego przygoda z wielką sławą zaczęła się dopiero pod skrzydłami Universal Records w roku 2003. Jego solową karierę otwiera krążek "Savage Dreams" z roku 2001, który wypromował South Park Mexican. Następnie ukazał się omawiany album "On Tha Cool". Niestety oba te projekty zostały zbezczeszczone, gdyż zabrano z nich sporą liczbę utworów i utrwalono na albumach, które raper nagrywał już jako Baby Bash. Generalnie na projektach tego chłopaka panuje straszny bajzel. Piosenki są risajklowane w przeogromnej ilości. Zaczęło się już niestety od "On Tha Cool", które powtórzyło utwór "Too Many Things" z "Savage Dreams". W tym samym roku na "Velvetism" pojawiły się również numery 3 i 5. Dramatu dopełniły "Feelin Me" i "Early In Da Morning", wykorzystane później na "Tha Smokin' Nephew" oraz utwory #4, #8, #10, #13 i #14 skopiowane na "Menage A Trois" z 2004. Na tyle jednak lubię Bash'a, że podchodzę do tego krążka jako do nowości i świeżości, bo to faktycznie tutaj zrodziły się późniejsze hiciory. Płyta jest utrzymana w spokojnym, laidback'owym klimacie, z którego raper jest znany. Chłopak jest w świetnej formie. Jego flow jest staranny, płynie po każdym bicie, układa naprawdę świetne rymy, a poza tym ma ciekawy głos. Prócz sprawdzonych utworów, takich jak "Feelin Me", "Vamanos" czy "On Tha Cool", usłyszałem tu całkowicie nowe i nie zasłyszane nigdzie indziej "Posted Up", "Hydro Luv" i "In Motion", które bardzo przypadły mi do gustu. Jest kilka kawałków, które może trochę odstają i jeden, którego w ogóle nie czuję - "Early In Da Morning", ale nie zachwiały jednak one wysokiej oceny. Do wspomnianego lekkiego klimatu przyczynił się nie tylko sam wokalista, ale również zastęp producentów: znakomity Happy P, a także Mario Ayala, Johnny Z, Big Ice & Oral Bee, Russell Lee, sam Baby Bash, Rence i E-Dub. Jeśli dopiero poznajecie Baby Bash'a to polecam zaznajomić się wpierw z jego starszymi pozycjami, którym tak naprawdę należy się połowa sukcesu odniesionego przez jego młodsze dzieła. Baby Bash to znakomity artysta, a "On Tha Cool" z pewnością potwierdza moją tezę. Sprawdźcie sami.
|