Trzecia część Fully Loaded, syn Stomp Down'a, gwiazda Fillmoe uwielbiana przez dziewczyny i fanów rapu, po latach oczekiwań w końcu wydaje solowy projekt. Bailey zdążył wydać w rok wcześniej własny mixtape i duet z J.Valentine'em, ale były to jedynie przekąski przed zaserwowanym w 2006 głównym daniem. "Champ Bailey" odważnie nawiązuje do okładki klasyki z Oakland - "Born To Mack" Too Short'a. Po przesłuchaniu debiutu Bailey'ego stwierdziłem, że chłopak mimo swego wieku, może bez problemu porównywać swoje umiejętności z talentami mistrzów znad Zatoki i tworzyć nową historię rapu.
Na wstępie powiem, że ta płyta na dobre weszła do 10-tki moich ulubionych pozycji z Bay. Jak mało który album, po prostu nie pozwala się sobą znudzić, nie posiada wad, a superlatywy, jakimi mógłbym wychwalać ten krążek, nie znają końca. Wysoką poprzeczkę albumu postawił przede wszystkim sam Bailey. Jego flow jest mało powiedziane, że ponadprzeciętny, a rymy równie znakomite. Najbardziej, po wkręcającym wokalu, spodobała mi się konwencja "Champ Bailey". Projekt zaczyna się od mocnych uderzeń w stylu "pokażę Ci kto tu rządzi". Kawałki takie jak "Go Hard", "Fuck Yo Couch", "Oxymoron" czy "Where Ya Hood At?" wprowadzają słuchacza w klimat wymagający gwałtownego machania łbem i szybkiej jazdy autem ze spuszczonymi szybami. Następnie płynnie przechodzimy do, dość pospolitych na tej płycie, opowieści pimperskich. Od ostrych tekstów i seksualnych przechwałek Bailey zamienia się w dobrego przyjaciela kobiet i mistrza podrywu. Usłyszymy również utwór o starych samochodach czy ostatni kawałek z głębszymi przemyśleniami artysty. Przyznaję bez ceregieli, że słuchając tej płyty, aż trudno nie zwrócić uwagi na teksty, które z pewnością zasługują na miano real talk. Mało tego, produkcja stworzona w większości przez City Boyz'ów (Major Bucketz i J.Valentine) jest po prostu powalająca. Linie basowe głośne jak należy, sample wykręcone w kosmos, a kompozycje z pewnością nie są kopiowane od innych. O dziwo sporo na płycie usłyszymy RnB - bo aż w 6 refrenach - co jednak świetnie równoważy nieokrzesany flow Bailey'ego. J.Valentine, Keyshia Cole i Shawn Stockman znakomicie reprezentują stronę śpiewnego RnB, a i wybór pozostałych gości był skromny, acz trafny. Powiem krótko - płyta jest zajebista, więc jej kupno jest jak najbardziej wskazane.
|