NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





D-Moe
City Boy #1
Code 924 (2011)
good good good good good


Recommended reviews

01. Intro (skit)
02. King Of The Streets
03. Run With Me
04. City Boy #1
05. The Look In Your Eyes
06. Hating f. Homewrecka
07. Another 20 Racks
08. Keep It 1000
09. My 50 Cal
10. We Gettin' Money f. Jacka
11. Like I Do
12. You Don't Love Me
13. She's The One f. A-Lo
14. Invincable f. Spider Loc & Matt Blaque
15. Where Da Weed Blow f. Ragz Bubz & Telly Mac
16. Feel That f. A-Lo
17. Gotta Go


English review

D-Moe is one of these classic Bay Area rappers. He's already been recording way back in the mid 90's right beside JT The Bigga Figga, San Quinn and Seff Tha Gaffla in the Get Low Playaz crew. What is more, he's considered one of the most prominent Fillmoe, San Francisco artists. Even though he released such noteworthy pieces as "Do You Feel Me?" or "Million Dollar Mouthpiece", he doesn't appear frequently on the music scene. The last album with his name on the cover dropped 4 years ago - I'm talking about "Hype Mode" recorded together with Telly Mac - and it's been 7 years since the "Yayo...Peso...Denero" solo hit the streets. With hardly any marketing or promotion, at the beginning of 2011 those more vigilant fans could grab his brand new, fifth project, the currently reviewed "City Boy #1".

The rapper is unfortunate when it comes to technical sides of his albums. Not long ago did I write about "Hype Mode" and its review contained my complaints regarding mastering and overall sound quality shortcomings. Sad to say, but the situation kind of repeats itself. I came to know that D-Moe got locked up, the whole material was ready, so the label released it in a rush, hence lack of promotion and... mastering. This results in a quiet recording of the whole music, you need to significantly turn it up. Do you remember the very first release of "Demonz N My Sleep" by Woodie in 2001? This one's exactly the same. Well, some people will say that you only need to play it louder and problem's gone. However the truth is it's got an impact on sound quality, depth, purity and ultimately on pleasure of listening to it. If it weren't for this one, serious drawback, I could honestly recommend you the hereby album. D-Moe didn't lose his charisma during the last couple of years. He still showcases a high vocal level, surprises with good rhymes, punch lines and smoothly blend with served beats. Have a look at the quote below:

Take you from your man, he don't know how to treat ya
All the nigga do is talk shit and like to beat ya
We can make a movie, baby, you can be the feature
Treat you like a model, little runaway diva
I see you in a 6 series beama, 2 seata
Smokin' on my weed up, mommy so G'd up
You know that we can be up
Nobody can reach us


Yes, the fact remains that you will sometimes hear played-out motives with rhymes you've already heard numerous times - like "hoes" / "clothes" - yet a moment later rapper will stun you with an original combo like "gorgeous", "Porsches" and "fortress". On the other hand what doesn't surprise is the lyrical content. It is filled with absolutely classic standards and doesn't bring anything new than presenting one's swagga, bragging, flossing jewelry, money, gadgets, women, cars... and so on, the same things all over again. Nevertheless D-Moe's a talented craftsman, he can flood you with not so original lyrics but still provide a huge dose of entertainment that will force you to bob your head and repeat hooks. Yep, he's good at it, he writes memorable punch lines, similes and skillfully emphasizes certain parts.

"City Boy #1" is mainly aimed at rising generation and at people who have already got used to modern type of rap music, as you will get a lot of such over here. On the one had I can't simply say that paces are fast, but on the other those intensive drum hit volleys and cosmic samples in the background make certain cuts seem so dynamic and hyping up. Don't expect any instrumental add-ons, mob type vibes or hyphy-like style. D-Moe and his beatmakers cared for decent, contemporary street vibes tailored for current trends. Music was handled by L7, Traknificent, Black Rhino, Thundertrax, Dubb Knox, Slap Boys and T.C. Please note that there are also a couple of exceptions, including four calm joints related to sex and flirting as well as "Invancable" featuring a bit more ambitious beat - superb track by the way! All I can say is that it's a really solid, decent piece of rap. It would be way better if it were mastered professionally. I do hope that a limited re-edition with crystal clean quality will be available one day.

James, thank you for providing a copy for the review.



Polish review

D-Moe to jeden z kultowych raperów z Bay Area. Nagrywał już w pierwszej połowie lat 90. u boku JT The Bigga Figga, San Quinna i Seff Tha Gaffli w ekipie Get Low Playaz. Poza tym uchodzi za jednego z najważniejszych wykonawców z Fillmoe w San Francisco. Mimo takich klasycznych krążków jak "Do You Feel Me?" czy "Million Dollar Mouthpiece" na koncie, artysta dzisiejszymi czasy niezbyt często udziela się na scenie muzycznej. Ostatni album z jego imieniem na okładce ukazał się 4 lata temu - mowa o "Hype Mode" nagranym wespół z Telly Mackiem - a od solówki "Yao...Peso...Denero" minęło aż 7 lat. Prawie bez żadnego marketingu, ze znikomą promocją na początku 2011 roku co bardziej uważni fani mogli dorwać najnowszy, piąty krążek, czyli omawiane tutaj "City Boy #1".

Raper ma chyba ostatnio pecha, jeśli chodzi o techniczną stronę wydawania płyt. Nie tak dawno zresztą pisałem o "Hype Mode", gdzie w recenzji wytykałem niedociągnięcia masteringu i jakości dźwięku. Niestety przykro mi to mówić, ale teraz sytuacja się niejako powtarza. Dowiedziałem się, iż D-Moe poszedł siedzieć, materiał był zmontowany, wytwórnia wydała więc go w pośpiechu, stąd brak promocji i... masteringu. Objawia się to cichym nagraniem całej muzyki, trzeba ostro podkręcać wieżę. Może pamiętacie pierwszą wersję "Demonz N My Sleep" Woodiego z 2001 roku? Analogiczna sytuacja. Cóż, jedni powiedzą, że wystarczy zrobić głośniej i po problemie. Prawda jednakże wygląda tak, że ma to swój wpływ na jakość dźwięku, głębię brzmień, czystość, a co za tym idzie samą przyjemność z odsłuchu. Gdyby nie ta jedna acz poważna wada, to mógłbym wam szczerze polecić niniejszy album. D-Moe przez ostatnie lata nie stracił charyzmy, wciąż prezentuje ponadprzeciętny poziom wokalny, zaskakuje dobrymi rymami, ciętymi tekstami i pięknie płynie po zaserwowanych podkładach. Rzućcie okiem na fragment jego zwrotki:

Take you from your man, he don't know how to treat ya
All the nigga do is talk shit and like to beat ya
We can make a movie, baby, you can be the feature
Treat you like a model, little runaway diva
I see you in a 6 series beama, 2 seata
Smokin' on my weed up, mommy so G'd up
You know that we can be up
Nobody can reach us


Fakt, zdarzają się dość przebrzmiałe motywy, pełne rymów, które słyszeliście już nieraz - jak hoes / clothes - ale w chwilę potem raper zadziwi was niecodzienną kombinacją w stylu gorgeous, Porsches i fortress. Co nie zaskakuje ani trochę, to poruszana tematyka. Ta prezentuje bowiem absolutnie klasyczne standardy i nie wybija się ponad wywyższanie siebie, chwalipięctwo, obnoszenie się biżuterią, pieniędzmi, gadżetami, kobietami, samochodami... i tak dalej w koło Macieju to samo. Cały jednak talent D-Moe'a polega na tym, że pomimo braku oryginalności wciąż zapewnia miłą dla ucha rozrywkę, która skłania do machania głową i powtarzania refrenów. To trzeba mu przyznać, chłopak pisze zapadające w pamięć puenty i umiejętnie rozkłada akcenty.

"City Boy #1" kierowane jest raczej do wzrastającego pokolenia oraz do ludzi, którzy zdążyli się już oswoić z nowoczesną odmianą muzyki, tej dostaniecie tu bowiem sporo. Z jednej strony nie mogę otwarcie powiedzieć, by tempa były szybkie, ale z drugiej intensywne salwy bitów i kosmiczne sample w tle sprawiają, że utwory wydają się dynamiczne i buzują energią. Nie spodziewajcie się instrumentalnych dodatków, klimatów typu mob, ale też nie oczekujcie sieczki w stylu hyphy. D-Moe i ekipa producentów zadbali o porządne, uliczne brzmienia na miarę naszych czasów i odpowiadające dzisiejszym trendom. W muzyce palce maczali L7, Traknificent, Black Rhino, Thundertrax, Dubb Knox, Slap Boys i T.C. Warto odnotować, że z wyżej opisanego schematu wyłamują się cztery spokojne kawałki poruszające motywy damsko-męskie oraz "Invincable" ze znacznie ambitniejszym podkładem - rewelacyjna piosenka! Pozostaje mi stwierdzić, że omawiana płyta to solidny, przyzwoity kawał rapu, którego słuchałoby się jeszcze lepiej, gdyby wydano go profesjonalnie. Łudzę się, że doczekam się w przyszłości jakiejś limitowanej reedycji z krystalicznie czystą jakością.

James, wielkie dzięki za udostępnienie płyty do recenzji.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (1):
By Marekk on 24 September 2011
Mocno przecietny material.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.