NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





J Stalin
Prenuptial Agreement
Livewire / Town Thizzness (2010)
good good good half good


Recommended reviews

01. Lyrical Exercise 2
02. Rock Day
03. H.N.I.C. f. Messy Marv
04. Birthday
05. Get Me Off f. E-Da Sanga & E-40
06. "G" In Me f. Philthy Rich & Lil Blood
07. Last Night
08. D-Boy Blues 2010
09. Neighborhood Stars f. Too Short & Mistah F.A.B.
10. Don't Front
11. Self Made Millionaire f. Lil Retro & Lil Blood
12. Rockin' Wit' The Best
13. Stop My Shine f. 211 & Glasses Malone
14. Something New
15. Like A Job To Me f. 211 & Jay Jonah
16. Money On The Way f. Shady Nate
17. When It's Real f. Shady Nate & Dubb 20
18. U Broke
19. Red & Blue Lights f. Jacka
20. When The Club Over f. Stevie Joe
21. Posted f. San Quinn
22. Show Me


English review

I guess I won't exaggerate claiming that J Stalin became a West Oakland rap icon and surely a recognizable figure in the whole Bay Area. This guy maybe doesn't impress with time spent in the rap game, as he officially debuted 5 years ago, yet the effects of his work are undoubtedly spectacular. Except for a wide discography which includes solos, mixtapes, group projects and compilations, his biggest success is the Livewire Records that supports many rappers and is responsible for dozens of cds. "Prenuptial Agreement" is the third official solo product by this O-Town emcee.

For a start I'd like to emphasize a few significant and admittedly positive aspects of the reviewed album, which nowise have the influence on the musical content itself, but definitely on the overall judgment. The project was of course released in a regular jewel case which includes an eight-panel booklet with a brilliant artwork from irreplaceable Photo Doctor Graphics team. What is more, the cd features 22 songs without any skits, that in total last almost 80 minutes. In addition to that J Stalin invested in filming 7 videos out of which a few are high budget and professional. Therefore from a technical side the album was filled to the maximum.

Let's have a look inside the cd to learn more about the host's delivery and producers' job. Stalin has been developing his flow for years now, which was a mixture of street sounds and delicate tunes from the very beginning. I have to admit, not for the first time, that I fancy when rap goes hand to hand with RnB; of course both have to be performed on a satisfactory level. The founder of Livewire Records can smoothly move from street and raw verses to more sophisticated and melodious lines, yet most often he simply raps with tuneful tones which make his flow more unique and recognizable. In my opinion most of his verses are excellently polished and perfectly fitted with the music, although rapper overused singing a few - it unnecessarily embellished vocals on songs like "G In Me" or "Last Night". The delicacy is continued also on other fields of the reviewed cd, most definitely on the production. Beats were handled by Mekanix (4), Swerve (4), Mike Rimzo (4 - one of my favorite on the album), Sneaky Mike (2), Traxamillion, Cinematik, Kareem K, SK, Rolla, Joe Millionaire, Jallah and Unknown. They brought a satisfactory dose of pleasing melodies, which unfortunately lack better bass lines. One could even tell that drums were softened and calmed down on purpose, so the melodious vocals are not disturbed. Nonetheless tracks like "Don't Front", "U Broke" or "When The Club Over", where sounds are distinct and loud and basses solid as they should be, keep me convinced that Stalin needs exactly this kind of beats - heavier, more street ones. The remaining cuts feature laidback background which goes well with songs dedicated to women, sex and pimping ("Get Me Off", "Last Night", "Something New", "Show Me"), yet numerous street anthems ("Rock Day", "H.N.I.C.", "G In Me", "Like A Job To Me", "Posted") require proper, powerful bass strikes that are missing. One should also mention that the singing side of the vocals was supported by RnB artists that delivered a nice piece of job done by Matt Blaque, L'Jay, E-Da Sanga, SK, Lil Kev and Jallah. My first, great impression turned into an irritation caused by a non-distinctive music that brought a little bit of monotony into the "Prenuptial Agreement" album. I may be carping just like the other captious BayUndaground critic (regards to Bart), but - for God's sake! - from a New Generation vet like J Stalin I might expect something more than just another "good" album.



Polish review

Chyba nie przesadzę, twierdząc, że J Stalin stał się symbolem rapu z zachodniej części Oakland, a już z pewnością twarzą rozpoznawalną w całym Bay Area. Chłopak może niekoniecznie imponuje stażem, gdyż oficjalnie debiutował raptem 5 lat temu, ale za to efekty jego działań są naprawdę spektakularne. Oprócz obszernej dyskografii, zawierającej m.in. solówki, mixtape'y, projekty grupowe i kompilacje, największym sukcesem artysty jest wytwórnia Livewire, wspierająca wielu muzyków i odpowiedzialna za wydanie dziesiątek płyt. "Prenuptial Agreement" to trzecie oficjalne solowe dzieło rapera z O-Town.

Na wstępie warto podkreślić kilka istotnych i jak najbardziej pozytywnych aspektów omawianego krążka, niemających bynajmniej wpływu na samą muzykę, aczkolwiek generalny odbiór i całokształt - jak najbardziej. Album oczywiście został wydany w normalnym pudełku, w którym znajdziemy 8-stronicową książeczkę z opisem piosenek i profesjonalną grafiką od niezastąpionej ekipy Photo Doctor Graphics. Co więcej, krążek zawiera aż 22 utwory, nieprzerwane żadnym skitem i trwające prawie równe 80 minut. Dodatkowo J Stalin zainwestował w montaż 7 teledysków, w tym kilku wysokobudżetowych. Zatem od technicznej strony album naładowano do po same brzegi, wykorzystując potencjał wydawniczy do maksimum.

Przyjrzyjmy się zatem samej zawartości krążka - muzycznym popisom gospodarza i producenckiej pracy beatmakerów. Stalin od lat kształtował swój flow, który od zawsze posiadał w sobie uliczne brzmienia z nutą lekkiego śpiewu. Przyznam się, już nie pierwszy raz, że lubię, gdy rap łączy się z RnB, choć oczywiście jeden i drugi gatunek muszą być wykonywane na poziomie. Właściciel Livewire potrafi płynnie przejść od ostrzejszych do bardziej wyrafinowanych melodyjnie wersów, ale najczęściej po prostu uprawia rap w delikatnym wydaniu i tworzy wtedy oryginalny i rozpoznawalny styl. Według mnie większość jego zwrotek jest naprawdę doskonale dopracowana i świetnie wpasowana w muzykę, aczkolwiek zdarza się, że emcee przesadza ze śpiewem, co nie wyszło na dobre choćby takim piosenkom jak "G In Me" czy "Last Night". Delikatność artystyczna kontynuowana jest także w innych obszarach niniejszej płyty, a przede wszystkim w podkładach. Produkcją zajmowali się Mekanix (4), Swerve (4), Mike Rimzo (4 - jedne z najlepszych na płycie), Sneaky Mike (2), Traxamillion, Cinematik, Kareem K, SK, Rolla, Joe Millionaire, Jallah i Unknown. Dostarczyli zadowalającej dawki miłych dla ucha melodii, choć większości z nich brakuje potężniejszych linii basowych. Śmiem nawet twierdzić, że wybijany rytm specjalnie został stonowany, wyciszony, żeby nie zachwiać melodyjnego wydźwięku wokalu. Niemniej jednak takie utwory jak "Don't Front", "U Broke" czy "When The Club Over", gdzie brzmienie jest wyjątkowo wyraziste, a bity solidne jak trzeba, utwierdzają mnie w przekonaniu, że właśnie takiej muzyki potrzebuje Stalin. Ta swoista ospałość, laidbackowość podkładów jeszcze w miarę pasuje do piosenek poświęconych tematom kobiet, seksu i podrywu ("Get Me Off", "Last Night", "Something New", "Show Me"), ale typowo uliczne utwory ("Rock Day", "H.N.I.C.", "G In Me", "Like A Job To Me", "Posted") wymagają znacznie ostrzejszych brzmień i stosownych uderzeń basów, których tu definitywnie zabrakło. Warto wspomnieć, że w śpiewnej części wokalu gospodarza wspierali profesjonalni artyści RnB, dostarczając solidnej roboty; a wykonywali ją Matt Blaque, L'Jay, E-Da Sanga, SK, Lil Kev i Jallah. Początkowe zadowolenie, że płyta zawiera 22 kawałki, ostatecznie przeistoczyło się w irytację, spowodowaną niską wyrazistością muzyczną, a tym samym odrobiną wtórności, a nawet nudy, która kompletnie niepotrzebnie zakradła się na "Prenuptial Agreement". Pewnie czepiam się jak ten drugi stetryczały krytyk z BayUndaground (pozdro dla Bartka), ale, cholera jasna, od takich gwiazd nowej generacji Oakland jak J Stalin, niestety oczekuję czegoś więcej niż tylko kolejnego "spoko" albumu.


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.