NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Big Tone
From The Streetz Of California
Sav-It-Out Records (2011)
good good good half good


Recommended reviews

01. Smobbin f. Laced
02. From The Streetz Of California
03. Mobb Muzic f. Laced & Chingaso
04. Baby I'm For Real
05. Last Of A Dying Breed
06. So Fresh
07. Product Of The Game f. Shadow & B-Dawg
08. No Love
09. In The Air f. Laced
10. Don't Stop The Rock f. Tito B
11. Right Now
12. Point Of No Return
13. Let's Chill f. Shadow
14. My Town f. Johnny Boy, Shadow & Laced
15. Quiet Storm
16. I Know


English review

Big Tone is undoubtedly one of the most significant factors of the contemporary homeboy rap scene. His debut solo "Merceless" from 2004 already became a classic to some fans, while the next one - "Rootz Of All Evil" - kept a solid level of Latin sounds. The third album by this Antioch representative titled "Sly Slick-N-Wicked" from 2006 didn't fulfill everyone's expectations (at least not as much as the other ones), yet after a 3-year long hiatus most of the listeners agreeably appreciated a brilliant material from "The Code Of Silence". The reviewed "From The Streetz Of California" is a fifth official project by the founder and CEO of Sav-It-Out Records. Read the article to find out what the hereby cd has in common with its predecessors.

I will start off with the freshest one - the last year's "The Code Of Silence" - which is still on critics' and fans' lips. The mentioned cd became a challenge for rapper's upcoming albums, yet on the other hand we clearly remember his first two extraordinary releases. I have to admit I was awaiting the hereby project with my fingers crossed and hoped for another great success. Unfortunately I was let down a bit. It's not that I'm not feeling "From The Streetz Of California" at all, but it is definitely far from what we've heard on the last cd or a debut one. What caught my attention primarily was the production - a less sophisticated and diverse one. What's interesting, a major part of the music was created by Sav-It-Out's composer Kev Knocks, known for his great job on earlier albums. So far I've related his beats with catchy samples, unique melodies and characteristic tones, while now his material seems to be a bit worse. The music still proves his skills in some cases, like for instance on tuneful "Smobbin", thrilling "No Love" or rousing "Point Of No Return". Unfortunately the virtuoso was also responsible for those less energetic or even drowsy backgrounds for tracks like "Last Of A Dying Breed" and "I Know", while on "Don't Stop The Rock" he overused the sample from a classic Speedy Loc's cut "Car Clubz Ride", giving it too fast a pace. Only three songs were brought by the other, even more experienced producer - a well known EPA artist by the name of Sean T. The man behind those beats got in my hair (not for the first time), delivering indistinct music to the titled track and too mawkish one on "So Fresh" and "Let's Chill", while Latin rap straight From The Streetz Of California should resound of great, epic and solid instrumentals. The most pessimistic and exquisite critics will probably point out the artist's debut album right now, which didn't really feature intense or powerful sounds. Yes, that is true, even mastering wasn't perfect, yet the uniqueness of samples was unrepeatable. However on the hereby project the lack of solid bass lines wasn't compensated by brilliant instrumental loops, at least on most of the tracks. The overall ambiance slightly differs too, as some cuts (like "Baby I'm For Real", "So Fresh", "Right Now", "Let's Chill" or "Quiet Storm") are more laidback and soft, while there are not enough street and heavy tones. "From The Streetz Of California" sounds musically properly, yet it's far from a full satisfaction that was achieved on "The Code Of Silence".

I don't want to elaborate on vocal and lyrical layers after such a long part about the music itself, so I will try to keep it short and informative. Big Tone still presents great technical skills and smoothly follows every rhythm, both slower and faster ones. His flow may seem a little bit monotonous, but he has that Latin charisma in his voice that makes you like him. One should notice that there are no performances by Davina, who systematically appeared on his previous cds. Instead we receive 3 choruses by Doonie of The Federation and 2 hooks by Priscilla Valentin. They have both brought nice RnB lines, but I have to admit I preferred Davina's more. What's more, I wasn't feeling Doonie's delivery on the title track where he sang with a high-pitched, non melodic voice. The lyrics - well, everyone should find something for oneself up in here. Maybe only die-hard homeboy fans may not be satisfied as there weren't too many typical street themes, because fully gangsta tracks would only be "Smobbin", "Last Of A Dying Breed", "Product Of The Game" and "Point Of No Return". Except for that a significant part of recordings are representing anthems ("From The Streetz Of California" or "My Town"), laidback/summertime ("So Fresh", "Let's Chill"), club-type ("Don't Stop The Rock") and those dedicated to women ("Baby I'm For Real", "Right Now"). I was truly pleased with lyrical content of "No Love" where rapper tells about being cold-hearted and emotionless. Overall, I'm not really feeling this mixture of different themes and beats. It is still a decent material, yet far from the level of Tone's previous albums.



Polish review

Big Tone to niewątpliwie jedna z najważniejszych postaci współczesnej sceny homeboy rapu. Jego debiutancka solówka "Merceless" z roku 2004 przez wielu fanów już tytułowana jest mianem klasyki, a kolejna - "Rootz Of All Evil" - dzielnie utrzymuje poziom solidnych, latynoskich brzmień. Trzeci album reprezentanta Antioch zatytułowany "Sly Slick-N-Wicked" z roku 2006 nie wszystkim przypadł do gustu (przynajmniej nie w takim stopniu co dwa pierwsze), ale po trzyletniej przerwie fani zgodnie docenili genialne "The Code Of Silence". Omawiane "From The Streetz Of California" to piąty, oficjalny projekt założyciela i właściciela wytwórni Sav-It-Out. Poniżej dowiecie się, jak niniejsza płyta ma się do swoich poprzedniczek.

Zacznę może od tej najświeższej pozycji, która wciąż jeszcze nie schodzi z ust krytyków i słuchaczy, a mianowicie od zeszłorocznego sukcesu imieniem "The Code Of Silence". Wspomniany krążek stał się w efekcie dla rapera z Yoc Town niebezpiecznie wysoko zawieszoną poprzeczką, którą cholernie ciężko będzie mu utrzymać. Z drugiej zaś strony pamiętamy równie znakomite dwa pierwsze albumy artysty. Przyznam, że oczekiwałem wydania recenzowanego projektu z zaciśniętymi kciukami i nieskrywanie kibicowałem gospodarzowi kolejnego tryumfu. Niestety, mówiąc wprost - zawiodłem się. Nie to, że płyta "From The Streetz Of California" mi się nie podoba, ale jest o klasę gorsza od poprzedniej czy debiutanckiej. Pierwsze, na co zwróciłem uwagę, to nieco uboższa i mało zróżnicowana produkcja. Co ciekawe, prawie cała muzyka została stworzona przez kompozytora związanego z wytwórnią Sav-It-Out, znanego z wcześniejszych produktów stajni, niejakiego Kev Knocksa, u którego osobiście zanotowałem wyraźny spadek beatmakerskiej formy. Chłopak dotychczas kojarzył mi się z wpadającymi w ucho samplami, wyszukanymi melodiami i klimatycznymi dźwiękami, charakterystycznymi dla sceny okręgu 925. Tutaj wciąż słychać, że producent ma palce nie od parady i włada nimi znakomicie, komponując choćby takie podkłady jak do porywającego "Smobbin", wzruszającego "No Love" czy wkręcającego "Point Of No Return". Niestety wirtuoz odpowiadał również za mało energetyczne, a wręcz ospałe tła dla takich piosenek jak "Last Of A Dying Breed" i "I Know", a w "Don't Stop The Rock" przegiął w drugą stronę, nadinterpretując klasyczny utwór Speedy Loca "Car Clubz Ride", nadając mu zbyt zawrotnego tempa. Co więcej, okazuje się, że w trzech utworach oddał klawisze w ręce innego, nawet bardziej doświadczonego producenta - reprezentanta EPA imieniem Sean T. Ten niestety zalazł mi za skórę (nie po raz pierwszy) bezpłciowym podkładem w tytułowym kawałku oraz zbyt cukierkową muzą w "So Fresh" i "Let's Chill", a przecież latynoski gangsta rap z ulic Kalifornii powinien rozbrzmiewać wielkimi dźwiękami, nafaszerowanymi różnorodnością barw. Najbardziej paskudni pesymiści i wyrafinowani krytycy pewnie wytkną mi teraz debiutancką pozycję rapera, która nie grzeszyła mocą ni wyrazistością bitów. Tak, to prawda, wtedy nawet mastering nie stał na najwyższym poziomie, ale za to unikalność i melodyjność sampli była niepowtarzalna. Tu zaś brak dosadnych uderzeń nie został zrekompensowany genialnymi instrumentami; przynajmniej w przypadku części piosenek. Klimatycznie też się nieco pozmieniało, bo sporą część zajmują lekkie, laidbackowe rytmy takie jak "Baby I'm For Real", "So Fresh", "Right Now", "Let's Chill" czy "Quiet Storm", a zabrakło mi większej liczby ciężkich, ulicznych utworów. Pod względem muzycznym "From The Streetz Of California" brzmi poprawnie, ale daleko do pełnej satysfakcji, którą jakże stanowczo podkręciła płyta "The Code Of Silence".

Nie chcę Was zanudzać i rozwodzić się nad wokalnymi i lirycznymi elementami recenzowanej pozycji po tak długim akapicie o samej muzyce, więc postaram się streścić. Big Tone nadal prezentuje świetny poziom technicznego przygotowania i bez problemu płynie z melodiami - raz wolniej, raz szybciej. Sam jego flow wydawać się może nieco monotonny, ale chłopak ma to coś w sobie, tę charyzmę, latynoską nutę i oryginalność w głosie. Warto zwrócić uwagę na brak wystąpień Daviny, która pojawiała się systematycznie na poprzednich projektach artysty. W zamian za to otrzymujemy 3 refreny w wykonaniu Dooniego z Federation oraz 2 od Priscilli Valentin. Oboje zaprezentowali całkiem udane wersy, ale przyznam, że wolałem support od Daviny. Co więcej, totalną porażkę stanowi według mnie występ Dooniego w "From The Streetz Of California", gdzie zamiast melodyjnie śpiewać, zawodzi przesadnie wysokim głosem. Jeszcze słowo o samych tekstach, pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Możliwe, że dla fanów typowych brzmień homeboy rapu zabraknie nieco większej i wyrazistej dawki ulicznych tematów, bo typowo gangsterskie klimaty pojawiają się tylko w części utworów ("Smobbin", "Last Of A Dying Breed", "Product Of The Game", "Point Of No Return"). Oprócz tego spory fragment nagrań zawiera motywy reprezentacyjne ("From The Streetz Of California" czy "My Town"), sielankowe w stylu summertime ("So Fresh", "Let's Chill"), ostro imprezowe ("Don't Stop The Rock"), a także te dedykowane płci pięknej ("Baby I'm For Real", "Right Now"). Pod względem lirycznym zaskoczył mnie wyjątkowy utwór "No Love", gdzie raper nie ukrywa, że życie pozbawiło go uczuć i nauczyło być zimnym. Przyznam, że nie do końca czuję tę mieszankę, zarówno pod względem tematycznym, ale również muzycznym, gdzie od słodkich, laidbackowych nut przechodzimy do tych mocniejszych, bardziej ulicznych. Nadal jest to poprawny materiał, ale według mnie większość poprzednich płyt Big Tone'a prezentowała się znacznie lepiej.


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (2):
By Bart on 03 September 2013
Yeah, it kind of depends on an attitude. I remember when I heard it for the first time I was like "ok, another nice album from Tone, but nothing spectacular". But when I listened to it today I was like "ok, another GREAT album from Tone, and even though it's not spectacular it's still very very good and better than 95% music nowadays". With this said, I have nothing against diversified production. My only reservations are repeatable lyrics (nothing really new) and too crony hook the titular track.
By warren on 15 August 2013
Płyta zajebista dziwie sie tak słabej oceny, słucham jej ciągle. Szkoda, że już powoli album wychodzi z obiegu na rapbay.com już sie wysprzedał! Jest tutaj sporo zajebistych kawalków, chociażby Smobbin, Mobb Muzik, Last of a Dying Dreed, Produck of the game, In the Air, No love, Point of no Return, My Town, I Kwon itp. Big Tone to artysta, który ciągle sie rozwija, jego najnowszy album Mind of a hustla, Heart of a G też jest niesamowity. Uwielbiam również podkłady z pod łap Kev Knocks'a. Zarówno Big Tone jak i Kev Knocks dołaczyli do moich ulubionych artystów, których albumy moge w ciemno zamawiać! From the streetz of California niewątpliwie to jeden z moich ulubionych albumów ostatnich lat!!!

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.