NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Fury Figeroa
The Shock Value Mixtape
XL Entertainment (2011)
good good good good good


Recommended reviews

01. Intro
02. 24/8
03. Mobb Shit
04. Enter At Own Risk f. S.B. & A.K. Sound 372
05. Left Coast f. Goldtoes
06. Put That On Sump'n f. Superior 1
07. Wipe Me Down f. Ross Rock
08. 'Round Here f. Guce
09. Wut U Hatin 4
10. Mob Like 'Dis (remix) f. Marvaless
11. Duckin From The Popo
12. Hoody Style f. Dre Nitty
13. She's Wit It f. Dee Boi
14. Play By The Rules f. Ross Rock
15. How Ya Like Me f. Dre Nitty & Dee Boi
16. Ya Neva Know f. T-Nutty & Bigg Spank
17. Smoked f. No Love, Young Droop & Godzilla
18. Make My Day


English review

S-Fury, Fury and currently Fury Figeroa - these are all aliases of one of the most recognizable artists from Salinas in Central California in the 831 area code. The rapper debuted with an underground duo recorded together with King ("Talk Is Cheap") back in 2002 and then started unfolding his solo career. That's when such projects as "Ferocious", "Typhoon Hoggin'" (in digitals only) and "Method 2 Tha Madness" came out. What is more, in 2006 you could grab a joint venture with Yun-Gun ("Cali Crookz"). You can read our articles about a couple of them over here. The year of 2011 brings the hereby mixtape "The Shock Value".

Well, yeah, mixtape. This format is mainly utilized by lesser known, rookie rappers, who want to showcase their talent in a fast and easy way. However the currently reviewed cd has little in common with a mixtape in its West Coast meaning, because you won't see any jacked beats around here. On the other hand songs blend with one another and there was one case when the beginning of the track was repeated (a single loop after a couple of seconds on "Left Coast"). It got me thinking, as Fury used to release regular albums in jewel cases, however nowadays when the market is dominated by digitals, you shouldn't be so picky about it. Be that as it may, but the "mixtape" keyword had its impact on the content. Let me put it directly: this project is a little step backwards in Fury's career, especially when it comes to musical aspect. The only one to blame is the host himself, because he is responsible for 17 beats and only single cut was outsourced to Indecent. It's nothing new though, on previous projects Fury participated in producing as well, yet I think that the outcomes used to be better so far. I have an impression that this cd received some leftovers from previous selections or he simply rushed and didn't put enough work to it. From time to time you can find a music-wise half-baked joint - due to weird, futuristic, pseudohyphy samples (for instance on "'Round Here") or weak set of sounds ("Enter At Own Risk", "Hoody Style", "How Ya Like Me"). And sometimes simply you can feel a lack of something in the melodies, and it's hard to point out what's really missing ("Mobb Shit", "Ya Neva Know"). I need to be just and therefore mention those tracks where the production is what I expected, especially polished and moving "Left Coast", "Put That On Sump'n", "Wipe Me Down", "Wut U Hatin 4", "Mob Like 'Dis" as well as "Smoked".

I prefer when Fury is rapping fast and does those verbal acrobatics. I know he can, because he did it before numerous times, yet right here he tends to spit rhymes in regular paces. I've noticed a strange slow-down pattern recently, and I mean Young Droop (fortunately his splendid guest appearance on "Smoked" proves me wrong), T-Nutty and more. Fury should follow Droop's example and return to his roots (that's where the name comes from, doesn't it?), not flatter the "majority" that values mediocrity. I think he came out best on the cuts where he performed with his rapid flow, especially on both ones with Ross Rock. Truth be told, Fury is a very decent artist - even when his style turns classic - because he focuses on interesting rhymes, non-trivial vocabulary and noteworthy similes. On the other hand I absolutely don't feel when he tries to be sentimental, over calm, laidback beats. Unfortunately neither Indecent's production nor slow tempo on "She's Wit It" match Fury's style in my opinion. I also need to mention that despite nice rhymes and good word plays, lyrical layer of "The Shock Value" doesn't shock at all, as listeners receive yet another dose of well-known street and bragging type of themes.

I won't deny, I do enjoy Fury's endeavors, that's why some of you may consider the final rating a bit exaggerated. As I've already mentioned, the artist has numerous better albums under his belt and these are the ones that I think you should look for in the first place. "The Shock Value" - just like the majority of mixtapes - is simply average.

Fury, thank you providing an album for review purposes.



Polish review

S-Fury, Fury, a obecnie Fury Figeroa - tak zmieniały się pseudonimy jednego z bardziej rozpoznawalnych artystów z Salinas w środkowej Kalifornii w okręgu 831. Raper debiutował podziemnym duetem nagranym wespół z Kingiem ("Talk Is Cheap") w 2002 roku, a następnie zaczął rozwijać solową karierę. Wtedy też światło dzienne ujrzały takie albumy jak "Ferocious", "Typhoon Hoggin'" (tylko w wersji cyfrowej) i "Method 2 Tha Madness". Ponadto w 2006 wyszło wspólne przedsięwzięcie z Yun-Gunem ("Cali Crookz"). O kilku z nich możecie poczytać tutaj. Rok 2011 przynosi niniejszy mixtape "The Shock Value".

No właśnie, mixtape. Po ten format sięgają przede wszystkim mniej znani, początkujący raperzy, którzy chcą łatwo i szybko zaistnieć na scenie. Jednakże recenzowana płyta ma niewiele wspólnego z mixtape'em w typowym dla Kalifornii znaczeniu, nie uświadczycie tu bowiem kradzionych podkładów. Natomiast piosenki przechodzą płynnie jedna w drugą i raz zastosowano nielubiany przeze mnie zabieg powtórzenia początku utworu po iluś tam sekundach (jednokrotne zapętlenie w "Left Coast"). Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ Fury wydawał dotąd normalne albumy w grubych pudełkach, ale w dzisiejszych czasach, gdy rynek cyfrowy zdominował scenę, nie należy wg mnie mieć o to pretensji. Jak zwał, tak zwał, ale rzeczywiście słowo-klucz "mixtape" ma pewne odzwierciedlenie w zawartości. Powiem wprost, ten projekt to drobny krok w tył w twórczości Fury'ego, przede wszystkim ze względu na muzykę. Za nią można winić jedynie samego artystę, gdyż to on zmontował aż 17 podkładów, a tylko jeden oddał w ręce Indecenta. Nic w tym dziwnego, na poprzednich projektach Fury również brał czynny udział w tworzeniu produkcji, ale uważam, iż stała ona dotąd co najmniej poziom wyżej. Odnoszę wrażenie, że tutaj momentami trafiają się jakieś resztki po wcześniejszej selekcji lub po prostu chłopak mniej się przyłożył. Co pewien czas można znaleźć jakiś niedorobiony muzycznie kawałek - ze względu na dziwny, futurystyczny, pseudohyphy sampel (choćby w "'Round Here") czy ubogą gamę dźwięków ("Enter At Own Risk", "Hoody Style", "How Ya Like Me"). A bywa też tak, że czasami czegoś melodiom po prostu brakuje, ale trudno jasno określić czego ("Mobb Shit" lub "Ya Neva Know"). Rzecz jasna muszę być sprawiedliwym i wskazać piosenki po przeciwnej stronie szali, te, gdzie produkcja wychodzi naprzeciw oczekiwaniom słuchaczy. Do tych należą m.in. dopracowane i wkręcające "Left Coast", "Put That On Sump'n", "Wipe Me Down", "Wut U Hatin 4", "Mob Like 'Dis" czy "Smoked".

Najbardziej lubię, gdy Fury rapuje szybko i prezentuje pokazy ekwilibrystki wokalnej. Wiem, że potrafi, ponieważ robił to nieraz wcześniej, ale tutaj częściej składa rymy w normalnym tempie. Ostatnio panuje jakaś dziwna moda na spowalnianie i mam na myśli Young Droopa (akurat jego świetna gościnna zwrotka w "Smoked" temu przeczy"), T-Nutty'ego i innych. Fury powinien pójść za przykładem Droopa i powrócić do korzeni (w końcu skąd wzięła się jego ksywa?), a nie schlebiać "większości", która ceni przeciętność. Najlepiej pod względem wokalnym wypadł właśnie wg mnie tam, gdzie wypluwał kolejne linijki pospiesznie, w szczególności w obu utworach z Ross Rockiem. Chociaż prawdę powiedziawszy, Fury to bardzo porządny artysta, nawet gdy rapuje klasycznie, skupia się bowiem na ciekawych rymach, niebanalnym słownictwie i wartych uwagi porównaniach. Natomiast zupełnie nie podobają mi się jego wystąpienia, gdy próbuje nagrać coś ckliwego, ze spokojną muzyką, w laidbackowych klimatach. Niestety ani podkład Indecenta, ani powolne tempo w "She's Wit It" w ogóle nie pasują do Fury'ego. Wypada jeszcze wspomnieć, że mimo godnych rymów i zabawy słowem, warstwa liryczna "The Shock Value" nie oszałamia, ponieważ w ręce słuchaczy trafia po prostu kolejna mieszanka znanych powszechnie motywów uliczno-przechwalankowych.

Nie ukrywam, lubię Fury'ego, stąd moja ocena może się części osób wydać ciut na wyrost. Jak wspomniałem na początku, artysta ma wiele innych, lepszych albumów w swoim dorobku i to do nich kieruję was w pierwszej kolejności. "The Shock Value", jak większość mixtape'ów, prezentuje się po prostu przeciętnie.

Fury, dzięki za podesłanie albumu do recenzji.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.