NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





M4D
Mark My Wordz
Royal Throne Entertainment (2010)
good good good half good



01. Danger
02. State Of Emergency
03. Make Some Noiz
04. City 2 City
05. Get It Hot
06. It'z Time f. Sean Live
07. Seven Deadly Sinz
08. Love 2 Hate f. Sean Live & Mr. Sicker
09. Game Of Death
10. How U Like
11. Victim Of Seduction
12. Thug Status
13. Live Life f. ESP & Deok
14. Poisoness Poetry f. Killah Priest
15. Enlighten
16. Ride 4 Da Cause f. Sean Live & Dvest8
17. Sacrafice
18. We're All Going 2 Die


English review

M4D, Mark For Death, is a lesser known rapper from Stockton in the 209 area code who records in his own, independent label Royal Throne Entertainment. He debuted back in 2004 with an underground album "Pergatory", while six/seven years later (the cd officially came out on January 1st 2011, but it was already available in stores in the end of 2010) he returned with the currently reviewed "Mark My Wordz".

I unfortunately haven't had an opportunity to listen to the debut whose 1500 copies were pressed - it had no organized distribution and wasn't even mastered; overall a thoroughbred underground. On the other hand the hereby "Mark My Wordz" is a significant step forward - standard jewel case, solid quality, nice artwork etc. So far I've only heard one M4D's verse on another local Stockton release (Deok's solo, read the review), so generally speaking, I had no idea what I was about to hear. The artist represents kind of a niche rap sub-genre, because he focuses on the dark side of the world, people and even oneself. Don't mistake it for horrorcore, as you won't experience any brutality, macabre or violence. Get rather ready for a solid amount of suspense, uncertainty as well as constant looking at negative aspects; for a pessimistic approach. Yes indeed, I have such impression, because more than once was I struck by an inevitability of death pouring from such tracks as "Danger", "Game Of Death" and especially "We're All Going 2 Die". I also enjoyed a rather long song "Seven Deadly Sinz" where you will hear seven dark verses, each describing one of the deadly sins. What is more, M4D talks about sex, seduction, street life, representing one's region and... parties.

Well, this partyness is in fact one of the few (yet meaningful) flaws of this cd. Firstly, music on such lighter jams seems trite comparing to a rather rich rest, lyrics turn out to be trivial and eventually this jumpy material just doesn't match the overall theme. I especially mean such joints as "Make Some Noiz", "Get It Hot" as well as "How U Like"; they could as well be omitted and the solo would benefit from it. Other than that I've got to say that I really enjoyed the beats prepared by an unknown to me producer Fouche. This cat composed all 18 cuts (he was accompanied once by Mr. KA) and cared for interesting, disturbing sounds, solid drum hits and serious - far from modern pulp - melodies. Lastly, let me speak on the host himself. M4D came out decent, he moves over various rhythms without any problems, and serves nice rhymes. However I occasionally feel that he puts too little heart into his verses. Yes, his kind of an angry voice is inseparable, but for some reason those longer songs (for example "State Of Emergency") are sometimes boring to me in the long run, so I wouldn't mind more guest appearances. The worst joint when it comes to vocals is in my opinion "Sacrafice", but the rapper himself must think the opposite, since it is the only cut that features a video, so it was meant to represent the album. Watch it below, but please remember that it is different than the rest, the entire thing is way better, while this one needs to be skipped. In fact "Mark My Wordz" suffers only from lack of balance, as I need to skip four titles. It bodes well for the future though and I encourage you to get familiar with this artist and his endeavor.

You can find more info on rapper's official sitewww.mark4death.com, ReverbNation, while the cd can be bought for example at CD Baby.
Tony Lopez, thank you for sending the album for review purposes.



Polish review

M4D, Mark For Death, to mało znany raper ze Stockton w okręgu 209, który nagrywa we własnej, niezależnej wytwórni Royal Throne Entertainment. Debiutował w 2004 roku podziemnym krążkiem "Pergatory", a sześć, siedem lat później (album wyszedł oficjalnie pierwszego stycznia 2011, ale w sklepach był dostępny już pod koniec 2010) powrócił z omawianym tutaj "Mark My Wordz".

Niestety nie miałem okazji słyszeć debiutu, który podobno został wytłoczony w liczbie 1500 egzemplarzy, nie miał żadnej zorganizowanej dystrybucji, ani nawet masteringu; czyli rasowe podziemie. Natomiast niniejsze "Mark My Wordz" to już znaczący krok naprzód - standardowe opakowanie, dopieszczona jakość, miła dla oka oprawa graficzna itd. Jak dotąd słyszałem tylko jedną zwrotkę M4D na innym lokalnym albumie ze Stockton (solo Deoka, czytaj recenzję), więc generalnie rzecz biorąc, nie miałem pojęcia, czego się spodziewać. Artysta reprezentuje dość niszowy nurt w rapie, skupia się bowiem na mrocznej stronie świata, ludzi lub po prostu samego siebie. Nie mylcie tego z horrorcorem, ponieważ nie uświadczycie tu prawie w ogóle brutalności lub chęci epatowania obrzydliwością i przemocą. Natomiast nastawcie się na sporą dawkę grozy, niepewności oraz ciągłego opisywania i skupiania się na rzeczach negatywnych; na pesymistyczne spojrzenie. Tak, odnoszę takie wrażenie, gdyż nieraz uderzyła mnie nieuchronność śmierci bijąca z takich utworów jak "Danger", "Game Of Death" czy przede wszystkim "We're All Going 2 Die". Świetnie też wypadł dość długi kawałek "Seven Deadly Sinz", gdzie usłyszycie siedem mrocznych zwrotek, a każda opowiada o którymś z grzechów głównych. M4D poza tym porusza takie tematy jak seks, uwodzenie, uliczne życie, reprezentowanie regionu i... imprezy.

No właśnie imprezowość to wg mnie tak naprawdę jedna z niewielu (acz znacząca) wad omawianego krążka. Po pierwsze muzyka w tych lżejszych piosenkach wydaje się banalna w porównaniu do całkiem bogatej reszty, tematyka trywialna i ogólnie wychodzi na to, że te skoczne klimaty nie pasują do płyty jako całości. Mam na myśli przede wszystkim takie utwory jak "Make Some Noiz", "Get It Hot" oraz "How U Like"; na dobrą sprawę mogłoby ich nie być, a solo by tylko na tym skorzystało. Poza tymi wyjątkami muszę przyznać, że podkłady w wykonaniu nieznanego mi producenta - Fouche - niezmiernie przypadły mi do gustu. Chłopak skomponował wszystkie 18 tytułów (w jednym pomagał mu Mr. KA) i zadbał o ciekawe, niepokojące dźwięki, porządne bity i poważne, dalekie od nowoczesnej papki, melodie. Wypadałoby jeszcze skomentować samego rapera. Otóż M4D spisuje się przyzwoicie, bezproblemowo porusza się po rytmach i serwuje miłe dla ucha rymy. Czasami jednakże odnoszę wrażenie, iż wkłada trochę mało serca w zwrotki. Fakt, lekko groźny głos to jego nieodłączny element, ale z jakiegoś powodu te co poniektóre dłuższe kawałki (np. "State Of Emergency") czasami mnie lekko przynudzają, dlatego też nie miałbym nic przeciwko większej liczbie gościnnych wystąpień. Najgorszą piosenką pod względem wokalnym jest wg mnie "Sacrafice", lecz sam raper myśli chyba wręcz przeciwnie, ponieważ do tego utworu jako jedynego nagrano teledysk, czyli ma on niejako reprezentować album. Obejrzyjcie go sobie powyżej, lecz pamiętajcie, że ma on się nijak do reszty, całość jest zdecydowanie lepsza, a ten tytuł niestety przerzucam. No właśnie, "Mark My Wordz" cierpi w zasadzie tylko na niewyrównany poziom, gdyż przerzucam tu cztery nagrania. Rokuje do dobrze na przyszłość, a was zachęcam do zapoznania się z wokalistą i jego przedsięwzięciem.

Więcej informacji uzyskacie na oficjalnej stronie rapera www.mark4death.com, ReverbNation, a krążek możecie zakupić choćby na CD Baby.
Tony Lopez, dzięki za podesłanie płyty do recenzji.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.