NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Sleaze Locust
self titled
Hybrid Empire (2010)
good half good good good



01. Doo Doo Stain
02. Dub Sacks And Demo Tapes
03. Ink
04. Signal Fails
05. Digital Drugs
06. The 3.5 Plague
07. Peace The Fuck Out
08. The BookOf Matches
09. Quills And Venom
10. Secret Lab In The Redwoods
11. Electronic Pulse
12. Frank And The Rabbit
13. Larvae
14. Full Melt
15. Sleazus Christ
16. Kwaidan
17. Unreleased Slap
18. OGK Part One
19. Purple Sour Diesel
20. Face Blunt
21. Burnt Offerings
22. OGK Part Two
23. Hell Houndz On My Trail
24. Road To Ruin
25. Audiobook Of The Dead


English review

Sleaze Locust ('91) is a 707 area code underground rap artist who was born in Sebastopol and now lives in Clear Lake. Despite releasing a couple of solo projects he still remains unknown to a wider audience, probably because his name wasn't featured on any album that I've heard or even on any that I could find on the Internet. The rapper's discography includes first and foremost digital onlies from the last few years: "The Life And Rhymes Of Sleaze Locust", "Harvest Season: The Exorcism Of Sleaze Locust", "Fear And Loathing In Northern Cali" and two EP's from "Unconscious Rap" series. The year 2010 brought the hereby self titled solo, which - as far as I'm concerned - is the first pressed album. The music was burned on a CD-R with a poor quality printing and put into a standard jewel case with the same garage artwork, but still it is always better (for a cd collector like myself) than mp3's.

It appears that the official material of this project consists of the first 12 tracks, while the remaining 13 are bonus cuts, out of which some were already published on Sleaze's older albums. Rapper's works seems to be far from any kind of Bay Area sounds, because he hardly ever refers to typical California rap standards. I cannot simply categorize his style within a specific sub-genre of rap. On one hand it proves his uniqueness and originality, yet first and foremost it may discourage listeners that are used to well known rules of the rap game. Most of the tracks are a blend of peculiar instruments and sluggish vocals, out of which almost all need polishing and more precision. The biggest failure though refers to the rapper himself, because he constantly makes cardinal mistakes when spitting verses. Not only the timbre of his voice is terribly monotonous (zero emotions), but he barely ever keeps the rhythm and melody. A huge part of songs are horrible, mainly due to the fact that the beat and the vocal sound as if they were recorded separately and randomly linked. I can't even tell you whether the rapper can surprise me with an unconventional rhyme, because after a few lines of a track I simply cannot focus on lyrics due to a boring vocal layer. Too bad, because I feel that Sleaze is a quite repository of ideas and interesting life stories. Themes are full of his harsh childhood filled with drugs, detentions, tales from mental and health wards. Disturbing, depressing and sometimes sick visions told by this Sebastopol representative found its reflection in the production, entirely composed by Shlump Criminal. Beats were usually kept in slower tempos with a dose of heavy ambiance: cosmic sounds, oriental tastes, psychedelic insertions (ex. moans, wail) and more traditional (maybe not for rap) simple loops played on a trump or a piano; you'll even find a little bit of drum and bass that will twist your ears. Concepts of songs and the atmosphere itself might have pretended to be quite unique and decent, but the mastering and overall clarity of the music have effectively destroyed it. I haven't had a chance to check out other releases from Sleaze Locust, but I can surely tell you that this solo hasn't put the artist in the brightest light. Question is whether other cds did? Maybe it is worthy to visit his BandCamp page or buy mp3's on ReverbNation? You can also contact Sleaze through his Facebook profile and Twitter.

Props to Sleaze Locust for sending out the cd for review purposes.

Polish review

Sleaze Locust ('91) to urodzony w Sebastopolu, obecnie żyjący w Clear Lake, reprezentant okręgu 707 i podziemia rapowej sceny Bay Area. Podejrzewam, że pomimo nagrania kilku solowych projektów chłopak nadal pozostaje nieznany szerszemu gronu słuchaczy, choćby dlatego iż jego imię nie pojawiło się na żadnym krążku, który dotychczas wpadł w moje ręce, ani nawet na tych wydanych w sieci. Jego dyskografia składa się przede wszystkim z cyfrowych albumów z kilku ostatnich lat, m.in. "The Life And Rhymes Of Sleaze Locust", "Harvest Season: The Exorcism Of Sleaze Locust", "Fear And Loathing In Northern Cali" i dwóch EPek z serii "Unconscious Rap". W roku 2010 ukazuje się recenzowane w niniejszym artykule samozwańcze solo artysty, które - o ile się nie mylę - jako pierwsze doczekało się tłoczonej edycji. Co prawda muzykę wypalono na płycie formatu CD-R z kiepskiej jakości nadrukiem i włożono do pudełka o równie garażowej oprawie graficznej, ale zawsze to lepsze niż tylko mp3.

Okazuje się, że właściwa zawartość projektu to pierwsze 12 kawałków, z kolei pozostałe 13 to materiał bonusowy, po części opublikowany na wcześniejszych albumach Sleaze'a. Generalnie twórczość rapera nie należy do typowych zatokowych brzmień, gdyż rzadko kiedy nawiązuje do jakichkolwiek standardów wyznaczanych przez muzyczny rynek Kalifornii; trudno mi nawet zaszufladkować piosenki Sleaze'a do konkretnych typów rapu. Z jednej strony stanowi to o jego oryginalności i unikatowości, natomiast przede wszystkim może niestety zniechęcić słuchaczy przyzwyczajonych do pewnych norm i zasad rapowej gry. Większość utworów zaprezentowanych na niniejszej pozycji to mieszanka osobliwych dźwięków i ospałego wokalu gospodarza, spośród których niestety prawie wszystkim brakuje doszlifowania i dopracowania. Największy zgrzyt tyczy się samego rapera, ponieważ ten notorycznie popełnia kardynale błędy w montowaniu wersów. Nie dość, że barwa jego głosu jest potwornie monotonna (zero emocji) to w dodatku tylko z rzadka uda mu się wejść w bit i zachować melodyjność. Spora część kawałków jest jak dla mnie nie do przeżycia, głównie ze względu na rozłączność podkładu i wokalu, które brzmią jakby nagrano i zestawiono je zupełnie przypadkowo. Nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy chłopak potrafi zaskoczyć niebanalnym rymem, bo po kilku linijkach kolejnej piosenki po prostu nie jestem w stanie skupić się na nudnej warstwie wokalnej. A szkoda, ponieważ czuję, że Sleaze to spora kopalnia pomysłów na utwory i ciekawych historii z życia wziętych. W tekstach przeplata się niełatwa młodość artysty zabarwiona sporą dawką narkotyków, aresztowań, opowieści z placówek psychiatrycznych czy leczniczych. Przygnębiające, niepokojące i nieraz chore wizje przedstawiane przez reprezentanta Sebastopolu znalazły swoje odzwierciedlenie w produkcji muzycznej skomponowanej w całości przez Shlump Criminala. Podkłady zostały zazwyczaj utrzymane w wolnych tempach i nasiąknął sporą ilością ciężkich klimatów: kosmiczne dźwięki, orientalne smaczki, psychodeliczne wstawki (np. jęki, zawodzenie) czy tradycyjne (choć niekoniecznie dla rapu) proste pętle wygrywane na trąbce czy pianinie; znajdziecie nawet miksturę w stylu drum and bass z wykręcającą uszy atmosferą. Pomysły na utwory i sam klimat mogłyby pretendować do grona interesujących nagrań, gdyby nie skuteczna dewastacja ich technicznej obróbki, a mianowicie masteringu i szlifu wokalnego (różnice w głośności, szumy itp.), których mocno tu brakuje. Przyznam, że nie sprawdziłem innych propozycji od Sleaze'a, natomiast recenzowane solo nie zaprezentowało artysty z najlepszej strony; pytanie czy jakakolwiek jest lepsza? Może warto sprawdzić pozostałe produkty rapera na jego stronie BandCamp lub wesprzeć go i zakupić utwory w mp3 na ReverbNation? Kontakt do Sleaze'a znajdziecie na jego profilu Facebookowym i Twitterze.

Podziękowania dla Sleaze Locusta za przesłanie krążka do recenzji.


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.