NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Joe Blow
International Blow: The Lost Files
Blow Money Records (2012)
good good good good good


Recommended reviews

01. Intro (skit)
02. King Of The Bay
03. Couldnt Believe It f. Lil Rue & Sleez
04. Realiest Ever Seen f. Bo Strangles
05. Fuckin On U Remix f. J Stalin & Philthy Rich
06. Really International
07. 100 Stacks In A Hamper f. Lee Majors
08. Sic & Tired f. LB & Young Bossi
09. Double Up f. GAP
10. Aint Changed A Bit f. Dubb 20
11. Come Into My Life
12. (skit)
13. Here We Are f. Young Lox & Jacka
14. Punk Hoes f. Philthy Rich
15. Lost Lil Cuz f. Dubb 20, Philthy Rich & Stevie Joe
16. Fly Niggas f. Lil Rue
17. Riding High f. Tall Man & Kaz
18. Cant Trust Nobody f. F.A.
19. Bitches Got To Like U (skit)
20. Bonified Hoe
21. Dreams
22. Could I Ever Love Again


English review

In retrospect Joe Blow is one of those Oakland rappers who constantly releases new cds: whether it's solos, mixtapes or collaborations with other artists. He's been dropping a few projects in one year for some time now, thanks to which he's not letting his fans forget about him. It's difficult to keep up with him, and if you do not get in hold of his more street (underground) albums soon enough, they become out of print and you're left with a rather expensive second hand market. We've so far had an opportunity to take a closer look at his two previous endeavors: a very good "You Should Be Payin Me" debut from 2011 and a half-baked "International Blow: The Fixtape" from the same year (read the reviews). The artist starts off 2012 with the hereby solo, also titled "International Blow", yet subtitled "The Lost Files", which suggests a collection of tracks that for some reason didn't make the previous cds. Does it mean it's going to be even worse than the last one?

First off I need to mention that just like on the previous fixtape, tracklist is a mess. If you own a pressed version, you may completely ignore whatever's listed on the back cover. The correct one is posted above in the header. Not only the order of songs was changed, but three joints are nowhere to be found (you can tell by lack of "expected" guests), yet instead you will get new ones; in such cases I looked up the titles on the net, because digital versions seem to be fine. What is more, no producers were credited for their work, so you have no idea whether beats are original, "borrowed" or simply taken from the vast free on-line resources. The whole thing is a bit more quiet than market standards. It's nothing horrific, but you do need to turn the volume up slightly; I saw worse cases though (anyone remembers Woodie's sophomore?). Moreover 8 out of 19 tracks last below 3 minutes, yet none of them below 2. It's not a big problem either, especially bearing in mind an impressive number of titles.

That's it when it comes to technical aspects, let's cut to the chase. Some time has passed and I'm still Joe Blow's fan to a certain degree. Maybe I became more tolerant, or vocal on this solo truly is better than on the previous fixtape. This cat has a specific flow, yet this time I hear more emotions in his voice, he emphasizes certain words etc., therefore I do not have an impression that he grumbles for over an hour on a microphone. On top of that he serves good rhymes and interesting lyrics. Themes generally are untypical if you consider contemporary rap scene. Blow focuses on life struggles, difficult childhood, his own kids, hope, drug dealer's dilemmas (he ruins somebody's life, yet provides wealth to his family) and so on. Certainly there's also room for the known bragging and boasting, flirting, pimping or reminiscing dead folks. However due to a solid dose of melancholy, you cannot label this solo (or any other by this artist by the way) a typical rap recording when it comes to overall style and lyrical content.

Musical layer contains vibes you'd expect from Joe Blow, namely slower paces, delicate instrumental samples (mainly guitar), looped vocal in the background (once very popular on Jacka's projects), generally laidback type of atmosphere. If you are looking for street melodies or a lively entertainment to bob your head to, then you reached a wrong address. "The Lost Files" is consequently the same through 19 songs, with few exceptions. I didn't enjoy lower quality "Really International" and "King Of The Bay". The music is generally decent and if it weren't for the mentioned deficiencies in loudness, I could say it was very good. Unfortunately I have an impression that the album is a bit boring at the end. The last jams are not only rather short, but at that point I feel supersaturated and stop focusing after listening to more or less the same vibes for about an hour. Another thing is that those finishing tracks are ok, but far from spectacular. You can even check one of them out on the embedded video; it consists of two short songs, but only the first one ("Dreams") appears on this cd. Overall if you are a Joe Blow fan, then you will enjoy this record to a certain degree (at least I do), and you will return to it every now and then. But I think it's safe to say that everybody expected more, especially polished when it comes to technicalities. Since I write this review two years after the release date I know this cat drops higher quality official projects and - if you have to choose - you ought to mainly concentrate on those.



Polish review

Patrząc z perspektywy czasu, Joe Blow to jeden z tych raperów z Oakland, który cały czas wydaje nowe płyty: czy to solówki, mixtape'y, czy też kolaboracje z innymi artystami. Chłopak od paru lat nagrywa rocznie kilka projektów, dzięki czemu nie daje fanom o sobie zapomnieć. Nie sposób za nim nadążyć, a jeśli zawczasu nie zaopatrzycie się w te co bardziej uliczne (podziemne) krążki, to zwyczajnie znikają z obiegu i pozostaje jedynie dość drogi rynek wtórny. Mieliśmy dotąd okazję przyjrzeć się jego dwóm wcześniejszym dokonaniom: świetnemu debiutowi "You Should Be Payin Me" z 2011 i niedopracowanemu "International Blow: The Fixtape" z tegoż samego roku. Artysta otwiera 2012 niniejszą solówką, również zatytułowaną "International Blow", jednakże z podtytułem "The Lost Files", co sugeruje zbieraninę utworów, które z jakichś powodów nie trafiły na dotychczasowe albumy. Czyżby miało być jeszcze słabiej niż ostatnio?

Przede wszystkim trzeba wspomnieć, że dokładnie jak poprzedni fixtape, panuje tutaj bałagan piosenkowy. Jeśli jesteście posiadaczami tłoczonej wersji, to tracklist z tyłu płyty można sobie o kant dupy rozbić. Powyżej zamieściłem poprawny. Nie dość że pozamieniano kolejność utworów, to jeszcze tak ze trzech w ogóle nie ma (można poznać po "spodziewanych" ficzersach), a pojawiają się inne, których tytuły zaczerpnąłem z cyfrowych wydań dostępnych w popularnych sklepach internetowych. Ponadto nie zamieszczono żadnych szczegółów dotyczących produkcji, więc zupełnie nie wiadomo, czy cokolwiek jest tu oryginalne, czy też wszystko "pożyczono" lub po prostu skorzystano z darmowych zasobów sieci. Całość jest niestety trochę cichsza niż rynkowe standardy. Nie ma tragedii, trzeba trochę głośniej zrobić, bywały gorsze przypadki. Ponadto z 19 piosenek 8 trwa poniżej 3 minut, ale żadna poniżej 2. To również nie stanowi szczególnie dużego problemu, w szczególności mając na uwadze, że jednak tytułów dostajemy dużo.

To tyle, jeśli chodzi o kwestie techniczne, przejdźmy do rzeczy. Trochę wody w rzece upłynęło i wciąż jestem do pewnego stopnia fanem Joe Blowa. Może stałem się wobec niego bardziej tolerancyjny, ale chyba i tak wokal wypada ogólnie lepiej niż na poprzednim fixtapie. Chłopak ma specyficzny flow, lecz tutaj słychać pewne emocje w głosie, podkreślanie co jakiś czas wyrazów itp., więc nie ma się wrażenia, że raper smęci do mikrofonu przez ponad godzinę. Ponadto serwuje dobre rymy i całkiem ciekawe teksty. W ogóle warstwa liryczna odbiega od rapowych standardów. Blow skupia się na problemach życiowych, trudnym dzieciństwie, własnych dzieciach, nadziei, tragizmie dilera narkotyków (czyjeś życie niszczy, ale zapewnia dobrobyt własnej rodzinie) itd. Oczywiście nie zabrakło miejsca na trochę przechwałek, podrywania lasek, pimpowania czy wspominania zmarłych kumpli. Jednakże z uwagi na solidną porcję melancholii, owej solówki (zresztą jak innych tego artysty) na pewno nie można nazwać typową, jeśli chodzi o klimat lub zestaw poruszanych tematów.

Warstwa muzyczna zawiera brzmienia, jakich można się spodziewać po Joe Blow, czyli niespieszne tempa, delikatne sample instrumentalne (głównie gitarka), zapętlony wokal w tle (swego czasu często spotykany na projektach Jacki), ogólnie laidbackowa atmosfera. Jeśli szukacie ulicznych melodii lub skocznej rozrywki do pomachania głową, to trafiliście pod zły adres. "The Lost Files" to konsekwentnie to samo z naprawdę nielicznymi wyjątkami przez 19 piosenek. Gorzej wypadają nijakie muzycznie "Really International" i "King Of The Bay". Jednakże ogólnie rzecz biorąc, muzyka prezentuje się porządnie i gdyby nie te wspomniane niedostatki w głośności, byłoby zapewne bardzo dobrze. Odnoszę niestety wrażenie, że całość trochę przynudza na sam koniec. Ostatnie numery nie dość że są krótkie, to jeszcze chyba dochodzi u mnie do przesytu i po prostu przestaję się skupiać po godzinie podobnych klimatów. Inna sprawa, że te wieńczące utwory są przyzwoite, ale na łopatki nie powalają. Możecie posłuchać zamieszczonego teledysku; składa się on z dwóch krótkich kawałków, tylko pierwszy ("Dreams") występuje na tym krążku. Podsumowując, fanom Joe Blowa płyta się do pewnego stopnia spodoba i nawet będą do niej wracać, ale chyba wszyscy oczekiwali czegoś więcej, przede wszystkim bardziej dopracowanego od strony technicznej. Ponieważ piszę ten tekst z opóźnieniem, to wiem, iż chłopak wydaje lepsze oficjalne projekty i - jeśli musicie wybierać - to głównie na nich należy się koncentrować.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (1):
By Marekk on 29 July 2014
Jak dla mnie pierwsza plytka Joe Blow to jedyne naprawde dopracowane wydawnictwo w jego solowej dyskografii. Na plus jeszcze wspolny projekt z Young Bossim.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.