NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Mike-Dash-E
Dash With Me
Symphony Music Group (2011)
good good good good good


Recommended reviews

01. Intro (skit)
02. Dash With Me f. Viveca Hawkins
03. I Believe
04. Thrill
05. Wassup f. Jay Ant
06. Dear Hip Hop f. Tajma
07. Get Off Me f. Viveca Hawkins
08. Heaven On Earth f. Mark Gee
09. Flyest f. Jay Ant & IAmSu!
10. Shawty Like Ohh f. Sir Verse
11. Ripped
12. Wake Up To The Money f. Erk Tha Jerk & Big Rich
13. Feelin So Good
14. Get Up On It f. Matt Blaque
15. Bartender f. Laroo, Balance & Darius
16. Enough f. Moe Green & Damey
17. Why They Call Me


English review

Mike-Dash-E is most definitely one of the modern Bay Area rap representatives, not only due to his relatively short experience (his debut project dropped in 2009), but also because of a fresh and up-to-date style he delivers. The rapper has Filipino roots hence one of his previous albums was recorded along with another representative from those islands - Charizma. As far as I'm concerned until the reviewed "Dash With Me" Mike released the mentioned collabo joint and a debut mixtape titled "Keep It P.I.". It is said that the hereby cd is his first, official solo album.

First of all I must admit that I haven't had a chance to listen to artist's older songs, therefore the set of 16 tracks included on "Dash With Me" was Mike's premier music to me. It is known that up-and-coming and fledgling artists often bring lame music to the table, yet Mike-Dash-E is probably an exceptions to the trend. From the very first tunes you can hear that this project could be an example of quality or preciseness. The beats, music, mastering... everything seems to be of high standards. The majority of cuts feature melodious, calm vibes within catchy and laidback instrumental sounds. More or less half of the songs are kept in a peaceful, sometimes ethereal or scenic ambiance. Tracks like "Dash With Me", "I Believe", "Thrill", "Enough" or "Why They Call Me" are brilliantly polished and stuffed with opulent music with distinct bass lines and varied instruments (trumpet, guitar, piano etc.). A few tunes were seasoned with hip-hop flavor. The remaining songs differ from the rest, however still maintain serene atmosphere. A little bit of party type of melodies are featured on "Shawty Like Ohh", "Ripped" or "Wassup"; the beat on the last one was too meager for me, simply mediocre. All in all the production presents professionalism that was mostly brought by The Invasion team (IAmSu!, Kuya Beats and P-Lo). Other beats were composed by Traxx, 6 Fingers, Jay Ant, Dex Beats, The Regulars, D-Animals and The MDs.

Mike-Dash-E feels like a fish in the water when it comes to rapping over music like the one described above, because his flow is full of delicacy, melodiousness and charisma. He blends traditional rapping with a soft singing (it's still rap, yet very rhythmical), although he invited a few professional RnB artists to make choruses even more catchy. Therefore you'll hear hooks delivered by Viveca, Matt Blaque, Tajma, Mark Gee, Darius, Sir Verse and Damey. Speaking about the content I cannot say it's a lyrical rarity or a breath of fresh air, yet on the other hand it is far from being a dull rap pulp. The bars talk about down-to-earth motives like being real, staying clean and saucy, having stuff, desiring or wishing. A few other cuts tell stories about women, faith, ambitions, sacrifice (to the music) or being a life optimist. Tracks kept in a more club like ambiance obviously speak about money, alcohol and chilling. It is worth mentioning that almost half of the songs have professional and clean videos that you can watch in our Videos Section; I've picked two of them and embedded below. Check for yourself whether you're into Mike's style.



Polish review

Raper imieniem Mike-Dash-E to jak najbardziej przedstawiciel współczesnego wydania zatokowego rap nurtu nie tylko z tego powodu, że relatywnie niedawno debiutował (pierwszy krążek w 2009 roku), ale również z uwagi na świeży i aktualny powiew prezentowanego stylu. Chłopak pochodzi z Filipin, zresztą na swoim koncie posiada przecież kolaboracyjny projekt wydany wespół z innym reprezentantem wysp - Charizmą. O ile się orientuję, to do czasu omawianego "Dash With Me" Mike nagrał właśnie wspomniany duet oraz debiutancki mixtape zatytułowany "Keep It P.I.". Recenzowane "Dash With Me" uchodzi za jego pierwszy, oficjalny solowy album.

Przyznam na wstępie, że nie miałem okazji posłuchać wcześniejszych dokonań artysty, stąd też zestaw 16 piosenek zawartych na niniejszym krążku stanowił dla mnie de facto pierwszą styczność z twórczością rapera. Początki młodych artystów nierzadko bywają kulawe i koślawe, ale w przypadku Mike-Dash-E, przynajmniej na "Dash With Me", o jakimkolwiek kalectwie muzycznym nie było mowy. Od pierwszych taktów słychać, że projekt został utrzymany na wysokim, wypolerowanym poziomie. Muzyka, mastering, melodie... wszystko posiada klasę. Większość materiału stanowią melodyjne, zarazem spokojne utwory, pełne wpadających w ucho dźwięków i chwytliwych instrumentalnych wstawek. Mniej więcej połowa piosenek utrzymana została w lekkiej, miejscami zwiewnej, a gdzie indziej teatralnej atmosferze. Kawałki takie jak "Dash With Me", "I Believe", "Thrill", "Enough" czy "Why They Call Me" zostały fantastycznie dopracowane i umuzycznione. Co mam na myśli? Przede wszystkim bogate podkłady, w których obok wyraźnych, ale ciepłych basów, otrzymujemy zestaw naprawdę wielobarwnych instrumentów (m.in. trąbka, gitara, pianino), a także przyjemne dla ucha hiphopowe nuty. Garść pozostałych piosenek nieco odróżnia się od głównej, chilloutowej tendencji, ale nadal pozostaje w umiarkowanych, raczej delikatnych klimatach. Klubowe smaczki w minimalistycznej odsłonie (prosty bit plus dwa sample na krzyż) zagościły w "Wassup", "Shawty Like Ohh" czy "Ripped". Za profesjonalną i wysokiej jakości warstwę muzyczną odpowiada cały sztab ludzi, choć prawie połowę z nich stworzyła ekipa The Invasion, w składzie IAmSu!, Kuya Beats i P-Lo. W pozostałych piosenkach maczali palce Traxx, 6 Fingers, Jay Ant, Dex Beats, The Regulars, D-Animals i The MDs.

W powyższych klimatach Mike czuje się jak ryba w wodzie, ponieważ jego flow jest przepełniony lekkością i melodyjnością, którym towarzyszy charyzma; i nie mam tu na myśli wcale jego kolaboracyjnego krążka. Miejscami raper miesza tradycyjny rap z delikatnym podśpiewywaniem, jednocześnie potrafił uznać wyższość profesjonalistów, stąd wystąpienia artystów (Viveca, Matt Blaque, Tajma, Mark Gee, Darius, Sir Verse i Damey), którzy zasilili sporą część refrenów wstawkami RnB. Merytorycznie album nie jest ani lirycznym rarytasem wypełnionym po brzegi zaskakującymi opowieściami, ani też typową rapową papką. Materiał dotyka takich banalnych kwestii jak bycie prawdziwym, bycie supergościem, posiadanie czy pragnienie. Do tego dostajemy kilka kawałków o kobietach (podrywanie, podziwianie, romansowanie itp.), a także o bardziej osobistych materiach: o wierze i ambicjach, o poświęcaniu się muzyce i o optymistycznym patrzeniu na świat. Rzecz jasna w tych bardziej klubowych utworach obok motywu kobiet pojawia się pieniądz, alkohol i sielanka. Warto odnotować, że do prawie połowy kawałków Mike zmontował wysokiej klasy teledyski, spośród których dwa zamieszczam w artykule, a resztę możecie obejrzeć w Sekcji Teledysków.


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.