NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Dubee
Last Of A Thizzin' Breed
Thizz Nation / Da "T" Entertainment (2008)
good good good good half


Recommended reviews

01. Thizztro (skit)
02. Who I Am...
03. D-Boy Saucy f. Meez
04. (skit)
05. Hey Bitch Sequel
06. Click Clack
07. I'm A Gangsta
08. Thizz For Life
09. Get Paypa
10. (skit)
11. Thizz I Iz
12. Throw My T'z Up f. Mistah F.A.B.
13. Fly Guy
14. Mic Check
15. (skit)
16. Thizz Dancin'
17. What Thizz It ?!
18. D-Boy f. unknown people
19. Da Crest
20. On Call f. J-Diggs
21. Thizz How We Eat f. Messy Marv & Bavgate
22. Da End (skit)


English review

You simply can't be a Bay Area rap fan and not know who Dubee is. From today's perspective this cat has been on the northern Cali rap scene for almost 20 years and he still keeps on releasing new projects every now and then. Unfortunately we've been neglecting reviews of his recent albums; and it's a pity since there were times when we've had his whole discography covered. That included all his solos and two recordings by Cutthoat Committee group (formed together with Mac Dre and PSD). After "Turf Matic" from 2003 fans had to wait five years for another official solo (in the meantime a collection of older, unheard tracks was released in 2004 and "Money Iz Motive" by Cutthoat Committee in 2005), the hereby "Last of a Thizzin' Breed".

Let me say right off the bat that Dubee is one of my favorite rappers. Not only does he consistently record solid albums, is featured a lot on other people's cds, but also has a unique flow, interesting rhymes and puts a lot of emotions into his verses. And it hasn't changed on this solo. Vocals are splendid; you will never feel bored when listening to Dubee's verses. He constantly surprises with original word combinations, puts additional sounds in the background, produces funny noises... first-class performances all the way through, that's what made him appreciated ever since his first recordings in 1996. You should also know that his songs are opulent with Bay Area / Crestisde slang, he sometimes pronounces words unclearly which combined with ad-libs makes him sometimes difficult to understand (at least for me). I would also like to point out great rhymes, often multiple, multi-word, non-standard, interspersed with onomatopoeia, pure pleasure for your ears, just check out the below quote:

I'm an heir to the thizz shit, since the Mac gone
Put the label on my back, be the backbone
Hotter than tabasco
Never been bashful
I rep this shit, I be the turf asshole
Smash for the T, so I throw it up
Turf going nuts
Wizzle be the beast, time to sow it up


On the other hand you will not be shocked by the lyrical side of the project which revolves around the same things for the whole time: bragging and boasting, representing Thizz, pimping, and going dumb which can also be kind of observed in the above quote. Few exceptions include "Da Crest" - an anthem for the home turf, but also a history of the local rap scene; as well as "Thizz I Iz" - disses at E-40. However Dubee's talent and detailed production make the played-out lines about being turf gutta god and stooey dumb super entertaining and force you to bob your head. Oh yes, production. It shows that there may be a compromise between classic, West Coast sounds and modern tunes. About half of the tracks resemble something you might expect from the XXI century, i.e. up-tempo and synth or electronics (still classy though) in the background. Whereas the remaining part is more like back to the roots, namely calmer, more mellow and melodious jams with instruments like guitar and piano. Those two styles combined create a really nice mixture, showing that the diversified approach - if prepared professionally - makes sense. And obviously Dubee himself easily adapts to various rhythms and holds the whole thing on his shoulders: only 5 out of 17 tracks feature guests. What's not to like? Well, "What Thizz It ?!" has significantly worse beats... and that's it. I have already mentioned the repetitive themes; I wish there was more personal input. Let me just add that nobody has been credited for production (yet it's not a mixtape). And finally this is one of the few albums whose skits can be listened to numerous times and still elicit bursts of laughter. So if you are fans of Crestside rap, you simply need to own this one, no discussion. If you don't know if you are a fan yet, then it's a good album to start with and check out, since it's a really solid piece of good rap.

Polish review

Nie da się być fanem rapu z Bay Area i nie wiedzieć, kim jest Dubee. Chłopak z dzisiejszej perspektywy ma już niemal dwudziestoletni staż na scenie rapowej północnej Kalifornii, a wciąż wydaje co jakiś czas nowe projekty. Niestety na kilka dobrych lat zaniedbaliśmy recenzje jego albumów, a szkoda, bo do pewnego momentu udało nam się omówić całą dyskografię artysty, czyli wszystkie sześć solówek oraz dwie płyty formacji Cutthoat Committee (wraz z Mac Dre i PSD). Po wydaniu "Turf Matic" w 2003 fanom przyszło czekać aż pięć lat na nowe oficjalne solo (natomiast po drodze wyszła kolekcja starszych, niesłyszanych dotąd kawałków w 2004 i "Money Iz Motive" od Cutthoat Committee w 2005), czyli niniejsze "Last of a Thizzin' Breed".

Powiem wprost, że Dubee to jeden z moich ulubionych raperów. Nie dość że nagrywa konsekwentnie dobre albumy, udziela się sporo na scenie, to jeszcze ma unikatowy flow, ciekawe rymy i wkłada dużo emocji w swoje zwrotki. I nie zmieniło się to na omawianym krążku. Strona wokalna prezentuje się naprawdę wyśmienicie. Nie sposób się nudzić, słuchając zwrotek Dubiego. Chłopak co chwila zaskakuje niecodzienną kombinacją słowną, wrzuca w tło dodatkowe teksty, wydaje zabawne odgłosy; po prostu pierwszorzędne wykonanie, za to fani właśnie od lat 90. cenili tego rapera. Ponadto warto wiedzieć, że na prawo i lewo rzuca mocnym slangiem, do tego czasami niewyraźnie wymawia wyrazy, co w połączeniu z nakładanymi wstawkami sprawia, że nieraz dość trudno zrozumieć, co mówi. Chcę też zwrócić uwagę na świetne rymy, nieraz wielokrotne, wielowyrazowe, zupełnie niestandardowe, przemieszane z onomatopejami, sama rozkosz dla uszu, co zresztą widać choćby w cytowanym poniżej fragmencie:

I'm an heir to the thizz shit, since the Mac gone
Put the label on my back, be the backbone
Hotter than tabasco
Never been bashful
I rep this shit, I be the turf asshole
Smash for the T, so I throw it up
Turf going nuts
Wizzle be the beast, time to sow it up


Na kolana nie rzuci was natomiast tematyka piosenek, która z reguły kręci się wokół tego samego: wychwalanie samego siebie, reprezentowanie Thizz, pimpowanie lasek, wydurnianie się, co również do pewnego stopnia zostało przedstawione w powyższym cytacie. Do nielicznych wyjątków należą "Da Crest", które jest nie tylko hymnem na cześć swej dzielnicy, ale również historią tamtejszej sceny rapowej; oraz "Thizz I Iz", czyli bluzgi na E-40. Jednakże talent Dubiego i dopracowana produkcja sprawiają, że nawet oklepane wersy o tym, że jest się turf gutta god i stooey dumb, sprawiają kupę radochy i z przyjemnością macham do nich głową. No właśnie, produkcja. Ona pokazuje, że można znaleźć kompromis między klasycznymi, zachodnimi dźwiękami a nowoczesnymi brzmieniami. Mniej więcej połowa piosenek wpisuje się w nurt rodem z XXI wieku, czyli szybsze, skoczne tempa i syntezator lub elektronika (choć wciąż z klasą). Natomiast pozostała część to nawiązanie do korzeni, czyli spokojniejsze, łagodniejsze, bardziej melodyjne utwory z instrumentami muzycznymi tle, wśród których dominują gitara i pianino. Przemieszano tutaj te różne style, dzięki czemu osiągnięto naprawdę ciekawą mieszankę, pokazującą, że takie zróżnicowane podejście - o ile wykonane profesjonalnie - ma rację bytu. No i oczywiście sam Dubee bez problemu dopasowuje się do każdego rytmu i utrzymuje w zasadzie cały album na swoich barkach: na 17 tytułów jedynie w 5 usłyszycie jakiekolwiek gościnne zwrotki. Czego się można przyczepić? "What Thizz It ?!" odznacza się gorszą produkcją i... chyba tyle. Wspomniałem już powyżej o niezbyt wyszukanych tekstach, mogłoby się znaleźć więcej osobistych wątków. Z ciekawostek dodam jeszcze, że nie wiadomo, kto odpowiada za bity; nikt nie został wymieniony (ale mixtape to nie jest). Ponadto płyta w ramach wyjątku zawiera skity, których autentycznie lubię słuchać, bo są tak śmieszne, że działają nawet za setnym razem. Podsumowując, jeśli lubicie rap z Crestside, to musicie mieć tę płytę, bez dyskusji. Jeśli nie wiecie, czy lubicie, to można śmiało od niej zacząć i się przekonać; to naprawdę kawał dobrego rapu.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.