NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Tito B
Starz The Limit
Thizz Latin Ent. (2007)
good good half good good


Recommended reviews

01. What's My Name?
02. Thizz Latin f. Louie Loc & Mr. Kee
03. Go Dumb Girl f. Lil Coner & Goldie Gold
04. My Heat Go... f. Spice 1 & Lil Coner
05. A Special Report: Addiction (skit)
06. Neva Slippin' f. K-Loc & Ace Of Spits
07. Welcome To The Bay
08. Fuck That Shit f. Dopey & Mac Mall
09. Tilt Yo Cups Back f. Young Satan & Dopey
10. Screwed Up (screwed & chopped)
11. Dats Nuthin' f. Messy Marv
12. Always Committed f. Daz Dillinger, E.D.I., Young Noble & Skip
13. We Don't Give A... f. Fat Steve & Freddy Chingaz
14. Lay Low f. Big Tone, Big Oso Loc & Lil Coner


Tito B - młody Latynos z Decoto - debiutował w roku 2003 solowym albumem "Pimpin Hustlin Gangsta Mob Shit" i od tego czasu wyraźnie udziela się na rapowej scenie Bay Area. Artysta perfidnie szybko zyskał sławę i niepisane miano jednego z najbardziej znanych Latynoskich raperów współczesnej sceny Północnej Kalifornii.

Tito B od niedawna zaczął bliską współpracę z właścicielem wytwórni Black-N-Brown i Latynoskiego obozu Thizz Ent. - Goldtoes'em. Właściwie to ta kolaboracja mocno przyspieszyła zdobycie opisanego uprzednio sukcesu, ale myślę, że i bez pomocy łysego C.E.O. Tito B znalazłby dla siebie miejsce w vipowskiej loży czołowych artystów z Northern Cali. Mniejsza o to. Faktem jest z pewnością to, że Latynos od lat nie zmienił swojego stylu i wciąż reprezentuje bardzo wysoki poziom wokalny - głównie pod względem sposobu składania rymów, płynięcia z rytmem i bitem, a także barwy głosu, którą określiłbym jako żywiołową i młodzieńczą. Dobrze jednak wiecie, że sam flow nie wystarczy by nagrać porządny album, a Tito B ma chyba wrodzoną tendencję do spieprzania swoich solowych projektów. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale tak właśnie uważam, gdyż po dosyć przeciętnym debiutanckim krążku, raper po raz drugi wydaje mocno wadliwy produkt. Oczywiście gros fanów było zachwyconych tym projektem, ale osobiście doszukałem się nań dotkliwych defektów. Przede wszystkim Tito B, jako reprezentant nurtu muzyki norteno, daleko odszedł od narzucanych przez większość schematów. Nie usłyszymy tu gangowych opowieści, bluzgania na niebieskich, ani mocnych, mrocznych podkładów. "Starz The Limit" to projekt z pogranicza hyphy i latino, w efekcie utrzymujący klimat pozytywnych wibracji, w większości serwowanych przez artystów ze wschodniej Bay. Nie powiem, że brzmi to źle czy tragicznie, ale wg mnie Latynosi nie powinni brać się za tego typu eksperymenty, w szczególności, że świetnie się czują w swoich własnych, niezależnych nastrojach, które idealnie znamy z płyt Darkroom Familii, solówki Speedy Loc'a, płyt 14 Caliber'a czy albumów Big Oso Loc'a. Ścisły początek "Starz The Limit" to dwie porządne piosenki, po których następuje mocno nasycony głupstwem hicior "Go Dumb Girl" i bardzo kiepskie wg mnie "My Heat Go...". Dalej jest praktycznie identycznie - raz lepiej, raz gorzej. Piosenki są generalnie średnie, tematyka nijaka, z lekka imprezowa, a bity bezpłciowe. Strona wokalna - mam tu na myśli prezentowanie się praktycznie wszystkich artystów - jest utrzymana na wysokim poziomie, ale kwestia samych pomysłów na piosenki czy refrenów mocno kuleje albo po prostu nie trafiła w moje gusta. Co więcej, Tito B powtórzył tu jeden tytuł z debiutu (#7), a jeden utwór przesycony jest południowymi zabiegami zwalniania tempa wokalu. Za wcześniej wspomniane podkłady odpowiadają Bugsy (5), Ugly Fingers (3), Baby Boss, Highwayz, Young Satan, Daz i Legen. Charakter "Starz The Limit" bardzo dobrze oddaje nazwa wytwórni: Thizz Latin. Zauważalny wpływ Thizz'u daje się we znaki i momentami zasłania osobowość Latynosów. Wg mnie średnia kombinacja, ale prawdopodobnie znajdą się jej zwolennicy.


Written by: BayUndaground staff
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.