NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





ADR Lavey
Leviathans Creation
Graveyard Records / Apt.3 (2002)
good good good good good


Recommended reviews

01. Leviathan (skit)
02. First Communion
03. In The Name Of The Father
04. Turf To 25 f. Fly Mar
05. Nasal Injection
06. Blackout f. T-Spoon
07. 3 Shades To The Wind f. RJ
08. Straight Up Thugs f. C-Fresh, Triple 6 & Black Madness
09. Holding Tank
10. Kill 'Em
11. Keep It Raw f. Tre-8 & Andre Nickatina
12. Witness Your Murder f. Triple 6
13. Don't Slip - T-Spoon
14. Come And Play With Us (skit)
15. Animal The Cannibal
16. Hustlin'


Północna Kalifornia słynie z dwóch obozów chorego rapu. Jeden ośrodek znajduje się w Sacramento i reprezentuje go rodzina z wytwórni Siccmade pod przewodnictwem ikony niepoczytalności - Brotha Lyncha. Drugi, trochę mniej znany, lecz jednakowo niezrównoważony mentalnie, to ekipa z Apt. 3 Records, do której należą m.in. zespół Triple 6, Malice, Black Madness i inni. Rok 2002 przynosi debiutancki album ADR Lavey'a, członka grupy Triple 6.

"Leviathans Creation" to projekt nietuzinkowy i przeznaczony tylko najbardziej tolerancyjnym fanom rapu. ADR Lavey to specyficzny artysta, który zawzięcie studiuje wyznania satanistyczne, poruszane nieraz na płycie. Prócz religijnych zachwiań, raper oddaje się tematyce psychopatycznej w dość perfidnym wydaniu. Liryki ADR'a są naprawdę mocne, choć przyznaję, że są ciekawą odskocznią od tradycyjnego rapu. Chore klimaty wynikają nieraz z ostrych prochów, jakimi chłopak się faszeruje, o czym przekonać możemy się chociaż w kawałku "Nasal Injection", opowiadającym o wciąganiu koki. Wokalnie ADR reprezentuje równie oryginalny styl. Jego głos jest charakterystyczny, raczej wyższy, jakby natrętny, świdrujący. Flow dość typowy, w którym zazwyczaj słychać prosty schemat układania rymów i dobre wejście w bit. Zaskakująco dobrze dobrano tu podkłady, a to po części dzięki temu, iż sam ADR zgotował sobie sporą część bitów. Pomagał mu Enhancer i DJ Mark 7, którzy wiedzieli, czego potrzeba chłopakowi - ciężkich, prostych bitów i chorych, wykręconych sampli. Jedyny kawałek, który odstaje pod względem muzycznym (produkcja jest o wiele zbyt sielankowa) to "3 Shades To The Wind". Pozostałe reprezentują naprawdę wygięte klimaty. Gościnnie wystąpili zaprzyjaźnieni z wytwórnią artyści, którzy znakomicie odnaleźli się w mrocznej atmosferze ADR'a. Wspomnę jeszcze, że raper reprezentuje Frisco, dzielnicę Mission, ale raczej nie wspomina o tym na projekcie. Osobiście uważam ten album za bardzo dobry, choć należy brać poprawkę na chore teksty, którym daleko do typowych schematów rapowych. Warto zaopatrzyć się w ten krążek.


Written by: BayUndaground staff
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.