NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





ADR Lavey
Leviathans Creation
Apt.3 / DNA (2005)
good good good good good


Recommended reviews

01. Leviathan (skit)
02. First Communion
03. In The Name Of The Father
04. Nasal Injection
05. Blackout f. T-Spoon
06. 3 Shades To The Wind f. RJ
07. Straight Up Thugs f. C-Fresh, Triple 6 & Black Madness
08. Holding Tank
09. Kill 'Em
10. Witness Your Murder f. Triple 6
11. Don't Slip - T-Spoon
12. Come And Play With Us (skit)
13. Animal The Cannibal
14. Hustlin'
15. No Hope f. Mars
16. Interior Decorator
17. Suicide f. Mars


Prezentowany krążek to re-release klasycznej płyty ADR Lavey'a. Na wstępie wypunktuję różnice, które pojawiły się w owym wydaniu, a poniżej znajdziecie właściwą recenzję płyty. Na omawianym projekcie przede wszystkim brakuje piosenek "Turf To 25" i "Keep It Raw", a za to pojawiły się 3 nowe kawałki - numery #15 - #17. Spore zmiany zaszły również w oprawie graficznej, a wznowieniem zajęła się już tylko wytwórnia Apt. 3, dziś ściśle współpracująca z DNA Rec. Oryginalne wydanie z 2002 trudno już dziś dostać, jeśli już to na aukcjach po znaczących cenach.

Północna Kalifornia słynie z dwóch obozów chorego rapu. Jeden ośrodek znajduje się w Sacramento i reprezentuje go rodzina z wytwórni Siccmade pod przewodnictwem ikony niepoczytalności - Brotha Lynch'a. Drugi, trochę mniej znany, lecz jednakowo niezrównoważony mentalnie, to ekipa z Apt. 3 Records, do której należą m.in. zespół Triple 6, Malice, Black Madness i inni. Rok 2002 przynosi debiutancki album ADR Lavey'a, członka grupy Triple 6.

"Leviathans Creation" to projekt nietuzinkowy i przeznaczony tylko najbardziej tolerancyjnym fanom rapu. ADR Lavey to specyficzny artysta, który zawzięcie studiuje wyznania satanistyczne, poruszane nieraz na płycie. Prócz religijnych zachwiań, raper oddaje się tematyce psychopatycznej w dość perfidnym wydaniu. Liryki ADR'a są naprawdę mocne, choć przyznaję, że są ciekawą odskocznią od tradycyjnego rapu. Chore klimaty wynikają nieraz z ostrych prochów, jakimi chłopak się faszeruje, o czym przekonać możemy się chociaż w kawałku "Nasal Injection", opowiadającym o wciąganiu koki. Wokalnie ADR reprezentuje równie oryginalny styl. Jego głos jest charakterystyczny, raczej wyższy, jakby natrętny, świdrujący. Flow dość typowy, w którym zazwyczaj słychać prosty schemat układania rymów i dobre wejście w bit. Zaskakująco dobrze dobrano tu podkłady, a to po części dzięki temu, iż sam ADR zgotował sobie sporą część bitów. Pomagał mu Enhancer i DJ Mark 7, którzy wiedzieli, czego potrzeba chłopakowi - ciężkich, prostych bitów i chorych, wykręconych sampli. Jedyny kawałek, który odstaje pod względem muzycznym (produkcja jest o wiele zbyt sielankowa) to "3 Shades To The Wind". Pozostałe reprezentują naprawdę wygięte klimaty. Gościnnie wystąpili zaprzyjaźnieni z wytwórnią artyści, którzy znakomicie odnaleźli się w mrocznej atmosferze ADR'a. Wspomnę jeszcze, że raper reprezentuje Frisco, dzielnicę Mission, ale raczej nie wspomina o tym na projekcie. Osobiście uważam ten album za bardzo dobry, choć należy brać poprawkę na chore teksty, którym daleko do typowych schematów rapowych. Warto zaopatrzyć się w ten krążek.


Written by: BayUndaground staff
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.