NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Lofty
In The Beginning
Cat Man Records (2005)
good good good good good



01. Intro (skit)
02. Balln Ya'll f. Neen Boogie
03. About That
04. Streets Of Cali f. Neen Boogie & Celly Cel
05. The One For Me f. Duane & Jay Tee
06. Naughty Naughty f. Papa Quis & Neen Boogie
07. Count On Me f. Neen Boogie
08. Get Wit Me f. Neen Boogie & Gemini
09. In The Beginning f. Neen Boogie
10. My Brother's Keeper f. Neen Boogie
11. Shake The Streets
12. Ride With Me f. Neen Boogie & Levitti
13. Bring Out The Fire


English review

Added in 2011: Vallejo representative by the name of Lofty tragically died in a motorcycle accident along with his wife. He left behind two children. His debut and the only solo cd that dropped in 2005 was re-released after his death by the 40 Ounce Records. All proceeds from this album go to Lofty's kids trust fund. Below you can read the original review of the project titled "In The Beginning".

Vallejo is one of the most significant rap breedings in Bay Area. Well known and prosperous record labels like Thizz, Sick Wid' It or 40 Ounce impede underground, independent and unsigned artists' success. As an example of this phenomenon one could point out Lofty from V-Town, who has definitely mised his fame and glory. His debut album "In The Beginning" didn't really give him many fans, regardless of the effort that was put in.

Most of the up-and-coming rappers don't have sources to release a fully professional album, if there's no big-named label behind the whole process. That's why I was shocked with Lofty's cd which definitely can't be called low-budget. So far I haven't heard of the label Cat Man, which delivered a crystal clear cover artwork (made by Essquebed Media), production from recognizable beat makers and invited a few famous figures. Nevertheless Lofty stayed in the shadow and only a small part of rap fan base in fact talked about his debut solo. The host himself wouldn't sound that good if it weren't for the whole valuable halo of the project, because truth be told he's just a decent or even an average emcee. Lofty is characterized by an indistinguishable voice and rather non-emotional flow, yet he has no problems with keeping up with the beat. He touches on typical rap topics like being a player, making money, partying, picking up a girl for one night, being loyal to the streets and one's closest folks. Speaking of guest appearances, except for a few well-known faces you'll also see 8 performances by Neen Boogie who happens to be rapper's brother. You should also know that the siblings create a group Mixt-Up, whose name was mentioned on the reviewed album's cover, so you can say it's partially a duet project. Unfortunately Neen Boogie sounds worse comparing to the host, because he raps a bit funny, giving his verses a little taste of hip-hop. As I mentioned before, the beats were brought by professional composers out of which Versatyle should be definitely praised, as he made most of them. The remaining ones were done by Ken Franklin, Rob Lo, Mr. Pimp-Lotion (of Playboy Foundation) and Lofty himself. Eventually I was pleased with the overall sound of the cd, because you'll find a lot of melodious, laidback cuts on it. Delicate vibrations were additionally achieved with brilliant choruses performed by RnB artists. The major part of the songs are of high quality, however it's mainly merit of the producers, not the vocalist. You can cop this album if you don't mind hearing not sophisticated leading vocal, if you are more focused on beats and catchy hooks.

Polish review

Dopisano w roku 2011: Reprezentant Vallejo imieniem Lofty zmarł tragicznie wraz ze swoją żoną w wypadku motocyklowym. Osierocił dwójkę dzieci. Jego debiutancki i jedyny solowy projekt z roku 2005 został wytłoczony na nowo po jego śmierci przez wytwórnię 40 Ounce. Całkowity przychód z reedycji zostanie przekazany jego dzieciom. Poniżej znajduje się oryginalna recenzja albumu zatytułowanego "In The Beginning".

Vallejo to jedna z największych wylęgarni raperów w Bay Area. Blask blichtru, w jakim toczą swój żywot wytwórnie takie jak Thizz, Sick Wid' It czy 40 Ounce, przekreśla szanse mało znanych artystów na odniesienie sukcesu. Świadectwem wspomnianego zjawiska może być Lofty z V-Town, który wyraźnie minął się ze sławą. Jego debiutancki album "In The Beginning" nie przyniósł mu upragnionych fanów, pomimo sporego nakładu pracy, jaką włożyli weń autorzy projektu.

Większość początkujących raperów nie ma środków na wydanie porządnego debiutu, jeśli nie pomoże im w tym jakaś wielka kuźnia talentów. Tym bardziej zadziwił mnie krążek Lofty'ego, na którym nietrudno dostrzec spore wydatki. Zupełnie mi dotąd nieznana wytwórnia Cat Man zafundowała artyście profesjonalnie wykonaną okładkę i grafikę na rozkładance, stworzoną przez znaną ekipę Essquebed Media, produkcję od rozpoznawalnych beatmakerów i trzy gościnne występy znanych figur. Niemniej jednak Lofty pozostał w cieniu, a o jego jedynym jak dotychczas projekcie mało kto wspomina. Sam raper nie brzmiałby pewnie tak dobrze, gdyby nie ta kosztowna otoczka, bo faktycznie jest przeciętnym artystą. Wyposażony w niewyróżniający się głos, mało emocjonalny flow, lecz także w nienaganne wejście w bit, toczy walkę z ogromną konkurencją raperów jego pokroju. Tematy poruszane przez Lofty'ego to zazwyczaj typowy hip-hopowy przekaz: jestem graczem, zarabiam forsę, wpadnę na imprezę wyrwać kobietę na jedną noc, ale wiem co to lojalność wobec najbliższych i życia na ulicy. Prócz kilku znanych featuringów łatwo zauważymy aż 8 wystąpień Neen Boogieego, który jest rodzonym bratem Lofty'ego. Dodam, że bracia tworzą wspólnie grupę Mixt-Up, której nazwa zresztą widnieje na okładce, więc uznać można ten projekt po części za robotę zespołową. Niestety Neen Boogie okazuje się rapować znacznie gorzej niż jego pobratymiec, wprowadzając na płytę element farsy, pozostawiając zazwyczaj zwrotki w klimacie zabawno-hip-hopowym. Jak już wspomniałem, podkłady to robota niejednego profesjonalisty, a za większą ich część odpowiada znakomity producent Versatyle. Pomagali mu Ken Franklin, Rob Lo, Mr. Pimp-Lotion (z ekipy Da Playboy Foundation) i sam Lofty, którym przypadło po jednym kawałku. Płyty naprawdę miło się słucha, bo przeważają na niej dźwięki laidbackowe, a ostatnia piosenka jest na poły śpiewana i rapowana. Pozytywnym brzmieniom sprzyjają znakomite refreny, które w sporej mierze wykonane zostały przez artystów RnB. Większość piosenek prezentuje wysoki poziom, lecz zazwyczaj jest to dzieło kompozytorów muzyki, a nie wokalisty. Można kupić, jeśli komuś nie przeszkadza niezbyt wyszukany wokal. Swego czasu płyta dostępna była po niskich cenach u Jay Tee na eBayu.


Written by: BayUndaground staff
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.