NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





San Joe
My Savior
Carry The Cross Music (2006)
good good good good good


Recommended reviews

01. Intro (skit)
02. Throw Ya Hands Up
03. We Aint Hungry No More
04. Like We On One Boy f. Mouthpeace
05. Break These Chains
06. Hollar
07. In The Presence Of Mine Enemies f. Peniel & Leon
08. The Enemy f. Brother Rob
09. Aint No Sunshine In The Game f. Saint James
10. The Test Of Time
11. Get Right
12. Iron Sharpens Iron f. Redeemed, Peniel, Brother Rob & Saint James
13. The Fight
14. If It Aint Real
15. The Lords Forgiven Me
16. The Word (skit)
17. My Savior f. Redeemed & Flow
18. Altar Call (skit)


English review

San Joe, the south Bay and San Jose representative, is back in the game with the sophomore solo album. You could have already noticed the religious lyrics appearing directly or indirectly on his debut. This time though the artist has completely quit the street type of rap and focused on God; those who paid attention could have seen that on compilations from the "Price Paid" series.

Anyway the title of the cd and overall graphics speak for themselves; anyone can notice that "savior" means "Jesus Christ". So far San Joe was known as a charismatic, white rapper, who can easily spit both fast and to the rhythm (which in the majority of other cases excludes each other). Don't think though that the change of lifestyle and priorities implied the change in his polished and professional flow. If you've ever had a chance to hear Brother Ig from Crazy Times Records, I could tell you that vocalwise San Joe can be compared to him. On one hand it is a Christian rap, on the other hand though it delivers more emotions than your average "street" artist's endevour. So please, don't mistake these people for some church mice, they're far better than that. However Ig prefers to have a slower tempo, shows a world as a brutal and merciless place and tends to fill his songs with sorrow. Whilst San Joe presents strength and joy all the time. He claims and proves that human despite his weaknesses is in fact able to achieve great things in life; he won't surrender, will fight for God against the armies of evil and "break these chains". Rapper mentions all of this with such charisma and self-confidence that I'm down to believe in it. Thanks to his savior, the rapper already knows that not another man is your enemy, but the devil and its unholy forces, hence such titles as "In The Presence Of Mine Enemies", "The Enemy" or "The Fight". However I think that there are too many such joyful tracks like "Throw Ya Hands Up", "Like We On One Boy" and "If It Aint Real". In these cases I feel that the production wasn't at its best. Strange thing is that yet another time the whole music was prepared by G-Rock, however his beats lost their "soul", something that was audible all over the "Survival Of The Filthiest". Obviously the music is still nice, but unfortunately from a lower class than before. San Joe invited a couple of guests, all of them being gospel artists too, so I'm not familiar with them; I'm pretty sure though, that at least a few of them could have been heard on "Price Paid" compilations. The majority of these people turned out to be solid rappers and it only proves that you shouldn't judge a craftsman by the sub-genre he or she represents. "My Savior" is a very good remedy for all you hardcore thug and pimp rap admirers. It will definitely show you that there's something more meaningful in your life than grimy streets, drugs and sex. Therefore I'd recommend this album and overall San Joe as an artist to all of you, unless you're atheistic, since the lyrics may not suit you.

Polish review

San Joe reprezentujący San Jose w południowej części Zatoki powraca na scenę z drugim solowym albumem. Już na debiucie zauważalne były drobne wtręty religijne, kilka piosenek typowych dla chrześcijańskiej odmiany rapu. Tym razem artysta na dobre porzucił uliczne rozgrywki i całkowicie oddał się Bogu, co można już było zaobserwować na składankach serii "Price Paid", które wyszły w międzyczasie.

Zresztą nazwa albumu i oprawa graficzna mówią same za siebie; w końcu "my savior" znaczy "mój wybawiciel" lub "mój zbawiciel". Dotychczas San Joe prezentował się wokalnie jako charyzmatyczny, biały raper, potrafiący wyrzucać z siebie teksty zarówno szybko jak i rytmicznie. Nie myślcie, iż zmiana nastawienia do życia, a co za tym idzie podgatunku muzycznego, wpłynęła na ten dopracowany i przykuwający uwagę flow. Jeśli mieliście kiedykolwiek przyjemność słyszeć Brother Iga z Crazy Times Records, to powiem wam, że San Joe wpada dokładnie do tej samej szufladki. Niby chrześcijański rap, a potrafi przekazać więcej emocji swym głosem niż niejeden "uliczny" wokalista. Z tym że Ig często popada w melancholijne klimaty, pokazuje, jak świat potrafi być brutalny i ciężki. San Joe zaś od początku do końca prezentuje siłę i radość. Udowadnia wszystkim, że człowiek mimo swych słabości jest w stanie dokonywać rzeczy wielkich, nie podda się, podejmie walkę w imię Boga ze złem. Raper mówi to z taką charyzmą, że naprawdę jestem gotów w to wszystko uwierzyć. Dzięki wybawicielowi raper przejrzał i wie już, iż to nie drugi bliźni jest naszym wrogiem, lecz szatan i jego siły nieczyste, stąd też takie tytuły jak "In The Presence Of Mine Enemies", "The Enemy" albo "The Fight". Trochę za dużo nagrano tych radosnych kawałków pokroju "Throw Ya Hands Up", "Like We On One Boy" czy "If It Aint Real". W ich wypadku wydaje mi się, iż muzyka trochę szwankowała. Co prawda znowuż produkcją w całości zajął się G-Rock, ale gdzieś zapodziały się te klimatyczne dźwięki i sample, jakie panowały na "Survival Of The Filthiest". Oczywiście nadal jest miło, ale niestety o słyszalny poziom niżej. San Joe zaprosił kilku znajomych, również reprezentantów ruchu chrześcijańskiego, więc niestety nie znam prawie nikogo z nich, jednak co niektórych zapewne można było usłyszeć na kompilacjach "Price Paid". O dziwo większość tych ludzi to naprawdę porządni artyści, co tylko udowadnia, że nie należy zaraz przekreślać wokalisty ze względu na tematykę; a nuż chwilowy oddech od wszechobecnych w typowym rapie brudnych ulic, narkotyków i seksu wyjdzie słuchaczowi na dobre. "My Savior" zdecydowanie wprowadza solidną dawkę świeżości, mieszając niebanalną tematykę z porządną produkcją i profesjonalnym wokalem. Osobom o poglądach ateistycznych krążek zapewne nie podejdzie do gustu; chyba że przykładają małą wagę do słów. Pozostałym jak najbardziej polecam.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.