NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Cisko & Jessica
The Other Side Of Me...
M.O.B. Productions (2006)
good good good good good


Recommended reviews

01. Promise Me f. Drupey
02. Someone Like You f. Young Rich
03. Closer To You
04. Me & You = 4ever f. Young J
05. Me Without You
06. Show Me f. Drupey
07. Ride With Me f. Krazy One
08. I Thought (skit)
09. I Thought f. Young Rich
10. Die For You f. Drupey
11. Do You Really f. Young Rich
12. Like A Fool
13. Not The One f. Drupey & Poet


Rzadkością jest, by raper nagrywał wspólny oficjalny projekt z kobietą. Przychodzi mi tylko na myśl znany duet Messy Marv i Marvaless oraz podziemny w składzie Flame i Icey. Istnieją oczywiście stałe relacje artystów, które niosą za sobą kolaboracje muzyczne jak np. Big Tone i Davina, C-Bo i Thug Misses czy Brotha Lynch i Zagg, ale powyższe nie zrodziły dotychczas żadnych oficjalnych albumów. Do ewenementów damsko-męskich przedsięwzięć na scenie północnej Kalifornii dołącza w roku 2006 płyta "The Other Side Of Me..." w wykonaniu Cisko i Jessici.

Prezentowany duet to latynoski tandem z Lemoore w okręgu 559. Cisko (znany też jako Innocente) jest członkiem zespołu Proud By Choice i debiutował w roku 2000 na grupowym krążku PBC pt. "Central Valley Livin'". Fani mogą kojarzyć go z uliczno-gangsterskich utworów, typowych dla Nortenos. Jednak artysta zdecydował się pokazać od zupełnie innej strony, porzucając tym samym dotychczasowe podejście. Zaprosił do studia Jessicę, aby wspólnie stworzyć nowe, odmienne oblicze latynoskiego rapu. Na recenzowanej płycie usłyszycie 12 utworów, które opowiadają o uczuciach mężczyzny do kobiety, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Nie zaznacie tu jednak wulgaryzmów i wyuzdanych obrazów seksualnych zabaw, do których przyzwyczaił nas rap. Cała liryczna otoczka utrzymana jest w przemyślanej, głębokiej atmosferze, szczególnie gdy dotyka takich sfer jak lojalność, zaufanie i wierność wobec drugiej osoby. Piosenki, które niosą pozytywny przekaz, mogą wydawać się odrobinę infantylne, zwłaszcza, że wciąż jest to album ze sceny latynoskiego rapu. Niekonwencjonalność przejawia się nie tylko w tekstach, ale przede wszystkim w ujęciu wokalnym. Cisko prezentuje tu bardzo przyzwoity poziom, gdyż w profesjonalny sposób komponuje swoje zwrotki. Stara się utrzymywać tempo narzucane przez przewodnią nutę i zazwyczaj rapuje dość szybko, choć bez zawrotnych ewolucji. Jego głos pasuje do idei krążka, gdyż pobrzmiewa niewinną chłopięcością. To jednak nie on zafundował nietypowy ton projektu. Po drugiej stronie mikrofonu stoi Jessica, która zarówno uprawia RnB jak i rapuje. Jej śpiew zazwyczaj usłyszymy w refrenach lub post-zwrotkach, a w kilku kawałkach uraczyła nas rapowymi wersami. Nie można nie docenić jej talentu, bo z jednej strony całkiem zgrabnie wtóruje koledze po fachu, podążając za bitem i układając przyzwoite rymy, równocześnie zachowując dziewczęcą skromność, gdy przechodzi w śpiew. Nie bez powodu jednak posłużyłem się słowem "skromność", gdyż wokalistka nie wyciąga zbyt wielu oktaw. Jej głos jest melodyjny i miły dla ucha, ale nie można go porównywać z zawodowymi piosenkarkami. Dodam jednak, że większość kobiet wspierających latynoski rap sztuką RnB nie jest obdarowana wielobarwnym talentem muzycznym. Trzeba się zatem pogodzić z faktem, że taki już urok tego gatunku. Dwójce wspomnianych artystów towarzyszą zaprzyjaźnieni wykonawcy z okręgu. Nie to, że goście nie zaprezentowali wysokiego poziomu, ale przy niewielkiej liczbie utworów przewodni duet zaczyna blaknąć. Do opisanych wyżej aspektów liryczno-wokalnych dołącza laidbackowa produkcja przy której majstrowali Cisko, Ccytzo, Krazy One, J. Fern i Smokey. Kompozytorzy starali się zachować koncepcję uczuciowości i lekkości, ale nie do końca się to udało. Wykorzystane w podkładach pętle dźwięków pasują do klimatu płyty, a zazwyczaj są to przygrywki z syntezatora / pianina. Niestety samplom brakuje pokrycia w postaci dorodnych bitów, bo większość piosenek kuleje właśnie z tego powodu. Muzyka wydaje się być uboga, nawet jeśli podkręcić basy na sprzęcie, to wciąż odnosi się wrażenie, że czegoś brakuje, a efektem tego są utwory tracące na wartości. Na pewno warto pogratulować parze artystów za odwagę i pomysł. Wielkie też były chęci i sporo talentu, ale produkcja oraz zbytnia homogeniczność zadecydowały o niższej ocenie. Fani latynoskich brzmień powinni sprawdzić ten krążek, a tym bardziej jeśli należą do płci pięknej.


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (4):
By lethaface on 18 February 2010
3/5 is not bad; that album is different and gots it won adventages; but not all of rap fans would appreciate it. Lyrical site and the whole idea of turning gangsta Latin music into soft vibes is original and nice; but the production could be better; especially the bass lines.
But that's just my opinion; not everyone has to agree with it.
By khamenei on 18 February 2010
Thank you for your input haha. Nevertheless, maybe it will encourage the reviewer to translate this piece, so the final rating can be backed up.
By nene on 18 February 2010
man who eveer rated this album iz obviously retarded the WHOLE CDSPECIALLY PROMISE ME IS THE BEST!
By khamenei on 09 December 2009
Z wymienianych we wstępniaku do recki duetów przychodzi mi jeszcze do głowy tercet Jacka, Husalah i Marvaless. I kwartet Babyface Asassins (pierwszy album). No ale rzadkość, jakby nie patrzeć.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.