NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Homey Nolte
Take Me To Your Leader
Majesty Records (2009)
good good good good good


Recommended reviews

01. Take Me To Your Leader
02. Just Like You
03. Too Far
04. Gig So Hard
05. Everybody Knows
06. It's Ok
07. Hate You Anyway
08. In Your Life
09. The One
10. It's Friday
11. Booze Em Buddiez
12. I Love You
13. So Godzilla f. Dieselino


English review

Nolte is an underground San Francisco rapper representing Majesty Records, where he's already released a joint project "Money Hustlin" recorded together with the fellow artist Gillatine a couple of years back. 4 years had to pass for him to make a good comeback with a debut solo "Take Me To Your Leader". In order to be precise, I need to mention that it resembles more of a promotional product than a thoroughbred, full length album. That's because it was pressed on a CD-R and a nice flyer stands for a regular cover. However everything else has been handled in a professional way: you'll get a back cover, jewel case and an imprint on a disc itself.

The recorded material is equally professional, the first thing you hear is a title track "Take Me To Your Leader", where rapper boldly asks to be taken to your superior, to the person in charge, he doesn't want to focus on mundane stuff, just cut to the chase. This motive is present throughout the whole project, mostly between the lines and Nolte decided to serve it in a kind of funny way, with a pinch of salt. Generally the rapper has an audible mockery in his voice, that's why he sometimes reminds me of Numskull. And this is something that I felt a lack of in the Bay Area rap scene. Notice that artists tend to be dead serious about everything they say; even if they come up with something entertaining, it automatically turns into partying or making a fool of oneself. While Nolte also brings something important to the table: he talks about haterism a lot, why do people behave the way they do, since everybody got a plate and has a chance to eat ("Just Like You"). Another one, "It's Ok", is more of a grotesque in which the artist accepts all cuss words thrown at him, he agrees that it's all his fault, you can blame everything on him, he's an asshole, a Nazi, a hog... and if you feel better after that, then it's all good. Apart from that you'll receive a bit about spending money on alcohol and parties ("It's Friday", "Booze Em Buddiez"), but also a tribute to all people he values and loves ("I Love You"). As far as lyrics are concerned, this is a very solid project, bars are not only accurate, but also bright and witty:

Everybody knows my name, I'm so fuckin' infamous
You catch me in the Bay, but I'm usually in your bitch


Flow is Nolte's undeniable advantage, he raps a lot better than a couple of years back, when he did stumble sometimes: I heard him lose a rhythm or fall out of beat. Right now it's out of question, as he has no problems with smoothly following various paces, he can switch his voice and also showcases really original rhymes, which I tried to prove above. He's also the person responsible for the production, which in a majority of cases came out decent at least. You'll hear nice, up-tempo vibes with heavy drum hits and mesmerizing sounds in the background. What are the flaws? Well, beats weren't that great in 2 songs: "Gig So Hard" and "It's Ok" have weak bass lines and basically they lack something in terms of music. Other than that you'll get a few short cuts, the ones with only 2 verses. As a result the whole 13 tracks fly by pretty quick. That is why I feel that it is not a full length solo. It resembles a trial, an exercise before something more major. However the artist proved that he can handle a lot and he's got pretty much to say. I'm looking forward to hearing the next project.

Gillatine, thank you for providing the album for the review.

Polish review

Nolte to podziemny raper reprezentujący San Francisco i wytwórnię Majesty Records, w której zdążył już przed paroma laty wydać wspólny projekt z Gillatine'em o tytule "Money Hustlin". 4 lata przyszło czekać, by chłopak powrócił w dobrej formie do gry rapowej z debiutancką solówką "Take Me To Your Leader". W kwestii technicznej wypada wspomnieć, iż przypomina ona bardziej promocyjny produkt niż rasową, pełnowymiarową płytę. Została ona bowiem wytłoczona na CD-R, a rolę okładki spełnia sztywna wkładka-ulotka. Jednakże wszystko wykonano profesjonalnie, zadbano o tylną grafikę, normalne pudełko i nadruk na krążku.

Nagrany materiał prezentuje równie wysoki poziom, a pierwsze, co słyszymy, to tytułowy kawałek "Take Me To Your Leader", gdzie w raper w dość zuchwały sposób obrazuje, jak to chce rozmawiać z przełożonym; z tym, kto tu rządzi, nie ma ochoty się rozdrabniać i obcować z płotkami. Ten motyw nieraz, między wierszami, przewija się przez cały album i mimo swej wymowy został podany również w całkiem zabawny sposób, z przymrużeniem oka. W ogóle Nolte ma w swoim głosie taką lekką nutę kpiny, nabijania się, w czym przypomina mi trochę chociażby Numskulla. Brakowało mi kogoś takiego na rapowej scenie. Zauważcie, że artyści są zazwyczaj śmiertelnie poważni, a jeśli już nagrywają coś lekkiego, to automatycznie tematyka dotyczy mało istotnych bzdur pokroju imprezowania czy robienia z siebie głupka. Nolte natomiast przemyca w swych zwrotkach ważkie treści, np. nieraz wspomina o hatersach i czemu zachowują się tak, a nie inaczej, skoro on jest przecież zwykłym człowiekiem i każdy ma jednakowe szanse ("Just Like You"). Już trochę bardziej groteskowo prezentuje się "It's Ok", gdzie chłopak godzi się na wszystkie inwektywy, przytakuje, że tak, to jego wina, możecie wszystko śmiało zwalać na niego, przecież jest dupkiem, chamem i Nazistą, a jak tylko komuś przy tym ulży, to się ucieszy. Oprócz tego dostaniemy co nieco o wydawaniu kasy na alkohol i imprezy ("It's Friday", "Booze Em Buddiez"), ale również pochwałę wszystkich osób, które ceni i darzy uczuciem ("I Love You"). Poruszana tematyka to niewątpliwie mocna strona omawianego projektu, nie dość że celna, to jeszcze dowcipna i podana w dopracowany sposób:

Everybody knows my name, I'm so fuckin' infamous
You catch me in the Bay, but I'm usually in your bitch


Nolte pod względem wokalnym prezentuje się naprawdę dobrze, a przy tym znacznie lepiej niż parę lat temu, kiedy to zdarzały mu się drobne wpadki: bywało, że nie wszedł w bit albo wypadł z rytmu. Tutaj o czymś takim nie ma mowy, gdyż raper bez problemu płynie po najróżniejszych podkładach, zmienia z lekka głos, a do tego zaskakuje naprawdę ciekawymi rymami, czego przykład pokazałem powyżej. Również on sam odpowiedzialny jest za produkcję, która w większości przypadków brzmi porządnie. Utrzymano ją zazwyczaj w lekkim, skocznym klimacie, dodano mocne, wyróżniające się bity i wkręcające dźwięki w tle. Co działa na niekorzyść płyty? Podkłady nie wypaliły w dwóch miejscach; "Gig So Hard" i "It's Ok" mają słabe uderzenia perkusji i ogólnie jakąś niezbyt dopracowaną muzykę. Ponadto zdarzają się krótkie kawałki, czyli takie, gdzie usłyszymy zaledwie dwie zwrotki. W rezultacie całe 13 piosenek dość szybko przelatuje. Dlatego też odnoszę wrażenie, iż nie jest to pełnowymiarowa solówka, bardziej wprawka przed czymś większym. Jednakże artysta udowodnił, iż stać go na dużo i ma sporo do powiedzenia. Czekam na kolejne projekty.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (1):
By Gillatine on 17 February 2010
Bay Underground major luv for the support ya give the Yay Area, and be on the look out for The Homey Nolte in 2010

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.