NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Bavgate
The Last Banger
Black Mafia Records (2001)
good good good half good


Recommended reviews

01. Intro (skit)
02. I'm Back
03. Come Fuck With Us f. Buckhaven, Nephew & Crooked Eye
04. Untouchable f. Buckhaven
05. I Need A Bitch f. Crooked Eye & Philly 45
06. Youngsta f. Pooh Sauce, Lil Holly & Crooked Eye
07. West Side Story f. Guce
08. (skit)
09. You Don't Know Me
10. You Aint Going f. Suga Free
11. (skit)
12. Fuck A Bitch f. Delinquents
13. (skit)
14. Why
15. Were The Weed At f. Snoop Dogg
16. It's A War Going On f. Spud
17. Imposter
18. Ryder Shit f. Crooked Eye, Young Noble, E.D.I. & Napoleon
19. Respect My Mine f. unknown people & Slim Bubba
20. I Run Shit (club mix)


English review

Bavgate - formerly known as Billy Bavgate - is recognized not only by the West Coast rap fans but also by the ones bumping Dirty South music. Together with Crooked Eye they form a group Steady Mobb'n that has already released 3 albums, 2 of which were recorded under No Limit Records, sales reached impressive numbers and both hit the Billboard charts. However they discontinued working with the label and started pursuing their own, independent career. Bavgate founded the record company - Black Mafia Records - and released his debut solo entitled "The Last Banger".

Unfortunately I'm not familiar with all Steady Mobb'n releases, so I'm unable to come up with a detailed comparative analysis. I do know though that Bavagte switched his style a bit - he got rid of the southern flavor, quit yelling and became more stable, predictable and laidback with his flow, however don't confuse it with being monotonous! You will still hear emotions in his verses, yet not that often, as well as that characteristic harshness and I-don't-give-a-shit attitude in his voice. I feel that the rapper is even more cocky, explicit and self-confident than before. I'm telling you this, as Bavgate in an dispassionate, almost emotionless manner tends to cast threats here and there. He spits even more brags or vulgar sex related bars as easily as if he were buying milk in the nearby shop. This is how he does it and if you're not fond of this style, then you'll most probably not like the entire solo, because you'll receive even more of that, stacked and multiplied. He usually brings unoriginal rhymes, surprises rarely, let's say once a verse. Just have a look at this long quote that depicts a standard, typical song form "The Last Banger":

It ain't nothin' but the Ghost Town party y'all
But don't fuck it off with that bullshit
You know Billy Moe, nigga, I pull quick
I empty clip, I fuck ya bitch
Then pour the Belvy, then take a sip
But a G like me don't need to trip
It's Friday night, let's hit the strip
And roll up a fat ass b-legit
But watch that car, we might steal ya bitch
And watch them 22's, we might steal ya shit


Bavgate won't let you forget that he represents West Oakland, as he mentions Ghost Town on a regular basis. He also talks a lot about women - or should I say "bitches"? - considering them to be only sexual objects. It can be heard all over such cuts as "I Need A Bitch", "You Ain't Going", "Fuck A Bitch" or "Why". In other words do not expect to obtain something entirely new and fresh in terms of lyrical content. A peculiar charm of this album is a nice mixture of hard, explicit phrases and rather smooth, calm, typically West Coast vibes filled with traditional gangsta sounds. However on the other hand the production is kind of scarce when it comes to big number of samples in the background, so you know that you're dealing with an underground rap straight from Ghost Town streets, not a mainstream TV, disco massacre. Many tracks were composed by Poe and DJ Darrel. The other people produced only one song each: Jay, J-Cutt, Dog House Studios, Alex, Big Ram and Que. I really enjoyed the beginning of the cd as I found the melodies, hooks and punch lines pretty catchy. Some of those hard, cocky parts even amused me with their intentional absurdity. I wasn't satisfied with the second half of the project though: "Where The Weed At" with Snoop Dogg lasts for 2 minutes only and seems to be cut off unexpectedly. The following "It's A War Going On" is a yet another short track. Finally, the last cut on the album didn't make my day either, probably due to that unfortunate "club mix", because "I Run Shit" doesn't feature any distinct, regular bass line. It's a pity that a couple of last songs do not share the same quality level, it spoils the overall impression. It could have been very good, turned out to be only decent.

Polish review

Bavgate - wcześniej występujący jako Billy Bavgate - to postać znana nie tylko fanom rapu z zachodniego wybrzeża, ale także tego z południa Stanów. Artysta tworzy bowiem wraz z Crooked Eye'em grupę Steady Mobb'n, która to zdążyła już wydać 3 płyty, z czego dwie pierwsze ukazały się w No Limit Records i mogą pochwalić się znakomitą sprzedażą oraz niezłymi miejscami na liście "Billboard". Jednakże współpraca z wytwórnią od pewnego czasu nie jest kontynuowana i duet tworzy teraz niezależnie. Artysta założył własne studio Black Mafia Records i właśnie w nim ukazuje się jego debiutancka solówka "The Last Banger".

Nie słyszałem niestety wszystkich dotychczasowych albumów grupy Steady Mobb'n, więc nie będę mógł dokonać dogłębnego porównania. Wiem jednakże, iż Bavgate trochę zmienił swój - stał się mniej "południowy", porzucił krzyki na korzyść bardziej jednolitego i laidbackowego stylu, co nie znaczy, że monotonnego. W zwrotkach rapera wciąż pojawiają się emocje, lecz już nie tak często. Choć cały czas możecie się spodziewać nieodłącznej chrypy i zlewającego podejścia, przez które zaczęły też przemawiać ogromna pewność siebie i chamstwo. Mówię tak, gdyż momentami artysta wyjątkowo spokojnym głosem i beznamiętnie rzuca pogróżkami na prawo i lewo. Kolejne przechwałki, chamskie odniesienia do seksu i bluzgi wypływają mu z ust, jakby prosił o dwie bułki w sklepie. I taki jest właśnie Bavgate; jeśli nie podoba wam się ten styl, to nie ma co sięgać po album, gdyż dostaniecie wszystko to, co wymieniłem wyżej, tylko że w ogromnej dawce i zwielokrotnione. Raper zazwyczaj serwuje dość ograne rymy, zaskoczy z rzadka, powiedzmy raz na zwrotkę. Rzućcie okiem na dłuższy cytat, który znakomicie obrazuje przeciętną piosenkę:

It ain't nothin' but the Ghost Town party y'all
But don't fuck it off with that bullshit
You know Billy Moe, nigga, I pull quick
I empty clip, I fuck ya bitch
Then pour the Belvy, then take a sip
But a G like me don't need to trip
It's Friday night, let's hit the strip
And roll up a fat ass b-legit
But watch that car, we might steal ya bitch
And watch them 22's, we might steal ya shit


Bavgate nie daje zapomnieć o tym, iż reprezentuje zachodnie Oakland, gdyż bardzo często wymienia dzielnicę Ghost Town. Sporo miejsca poświęca także zaliczaniu lasek, które rzecz jasna traktuje niezmiernie przedmiotowo, o czym możemy się przekonać chociażby w utworach "I Need A Bitch", "You Ain't Going", "Fuck A Bitch" czy "Why". Innymi słowy nie spodziewajcie się, że artysta zaprezentuje wam coś nowego pod względem lirycznym. Specyficzny urok płyty polega na połączeniu mocnych, bezkompromisowych tekstów oraz raczej spokojnej, typowo zachodniej muzyki pełnej tradycyjnych dźwięków. Chociaż z drugiej strony produkcja jest dość oszczędne pod względem ilości sampli; a zarazem klimatyczna, co tylko podkreśla, iż mamy do czynienia z podziemnym rapem z Ghost Town, a nie telewizyjno-dyskotekową sieczką. Najwięcej podkładów skomponował Poe, a zaraz po nim DJ Darrel, a po jednym przygotowali Jay, J-Cutt, Dog House Studios, Alex, Big Ram i Que. Początek albumu przypadł mi do gustu, ponieważ melodie wkręcały, a co poniektóre chamskie teksty zapadały w pamięć albo nawet rozśmieszały swą celową absurdalnością. Niestety końcówka albumu obniżyła ogólny poziom: "Where The Weed At" ze Snoop Doggiem trwa raptem dwie minuty i wydaje się jakoś dziwnie ucięte. Następujące w chwilę potem "It's A War Going On" też nie może się pochwalić zbyt długim czasem. Utwór wieńczący krążek też niestety nie należy do udanych, a wszystko chyba przez ten nieszczęsny "club mix", gdyż "I Run Shit" w ogóle nie może się pochwalić wyraźnie zarysowaną linią basową. Szkoda, że ostatnie kawałki są tak nierówne, gdyż trochę psują odbiór. Mogło być naprawdę bardzo dobrze, a tak jest po prostu przyzwoicie.


Written by: khamenei
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.