NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Berner
Weekend At Bernie's
Bern One Ent. (2009)
good good good good good


Recommended reviews

01. 100 P's
02. Revenge
03. Where Would I Be
04. Another Day f. Jacka
05. Kali Dreams f. Dru Down & Lee Majors
06. Rain f. Shoboat
07. I'll Be Ur Pusher f. Young Noble
08. Time f. B-Legit & San Quinn
09. Still Out Here f. Cozmo
10. Life Of A Star f. Slim Thug
11. I'm Nice f. B.G.
12. Have Faith f. Freeze & Ampichino
13. That Dough f. Cozmo
14. Berner
15. Stunt It Out f. Kaz Kyzah
16. My Daddy f. Keak Da Sneak
17. Got Work f. Bun B
18. Designer Thangs
19. Hit The Cut
20. Suavesita f. Mellow Man Ace


English review

Bener is a young San Francisco representative who debuted in 2007 with a solo CD entitled "Dirty Sneakers... Plenty Ways To Get It", followed by collabo albums with Equipto, The Jacka and Ampichino. This Mexican-Italian businessman and rapper brings his sophomore official solo in Summer 2009, which definitely caught bigger applause than the previous one.

Bay Area rap fans should already be familiar with the presented artist, not only because of his joint ventures with Cali and Ohio emcees, but also thanks to constant collaboration with great producers, graphic designers (Photo Doctor Graphics) or video directors. Berner earned his name within less than 2 years, mainly because due to high quality of his music. Polishing the overall shapes of projects wasn't the only thing he focused on, as he put much effort in his rap skills as well. He smoothly moves through both calm and more lively beats in rather slower pace. Lyrically he presents quite well, yet a randomly picked quote might expose simplicity of his rhymes but also intrigue with its content. Here's one from "Have Faith":

I started off young,
Hard headed like father like son,
I was on the block then with the fiends and the bums,
Way before I had the OG and the bud,
I was pushing brown weed and arizona for fun,
I let the dope money talk for me...
There ain't much to say,
Put the money on the scale and be on my way


Berner's voice is a mixture of laidback, nasal tones, which might seem boring, but I personally find it catchy and characteristic. Since I remember I've always paid more attention to his lyrics than flows. The reviewed album has also much to offer, when it comes to themes and subjects, as we'll mostly hear stories based on life and facts. Major part refers to dealing, life in constant move, dangerous meetings and anything else close to Berner's business. There is also a song or two about self admiration ("I'm Nice", "Berner"), a track about being addicted to brands and custom made stuff ("Designer Thangs") or a thought-provoking one about not giving up and being strong ("Have Faith"). Musically you'll mostly hear soft and calm tunes, but there are also a few dominated by lively rhythms like "I'll Be Ur Pusher", "Time", "Still Out Here" or two cuts with excessively brisk tempos ("Berner" and "My Daddy"). The two mentioned titles balanced the overall even atmosphere, plus I really feel that Berner himself fits better to the slower ones. No matter the pace or ambiance, the served production came out just perfect. "Weekend At Bernie's" is musically one of the best albums I have ever listened to. Hereby I'd like to thank Cozmo, who delivered 11 amazing beats. Five others were brought by Gennessee, while the rest was done by Goblin, Stinj-E, Pak Slap and Dunce. The production includes loud, distinct bass lines, catchy sample loops which sometimes feature a live instrument like a guitar on "Hit The Cut" or Latin sounds on "Suavesita". Bernie had an additional support from invited artists: both rappers and RnB performers. I wasn't necessarily impressed with some verses by people outside of Cali, especially by B.G. of the Hot Boyz. If the track listing was limited to let's say 17-18 songs, the final score could get very close to the highest rating. I hope I don't have to encourage you to listen to "Weekend At Bernie's" anymore.

Polish review

Berner to młody reprezentant San Francisco, który debiutował w 2007 roku solowym krążkiem zatytułowanym "Dirty Sneakers... Plenty Ways To Get It", a następnie nagrał albumy kolaboracyjne z Equipto, Jacką i Ampichino. Latem 2009 roku meksykańsko-włoski biznesmen i raper wydaje drugie oficjalne solo, które odniosło o wiele większy sukces niż poprzednie.

Fani zatokowych brzmień powinni już dobrze kojarzyć prezentowaną postać, nie tylko ze względu na bliską współpracę ze wspomnianymi figurami z Bay i Ohio widniejącymi obok Berniego na okładkach płyt, ale również z uwagi na stałą kooperację ze świetnymi producentami, grafikami (Photo Doctor Graphics) czy reżyserami teledysków. Chłopak w przeciągu niespełna 2 lat zyskał w oczach wielu fanów gatunku, głównie ze względu na wysoko dopracowane krążki, które wychodziły spod jego rąk. Niemniej jednak wokalista nie skupiał się jedynie na pięknym oprawianiu swoich dzieł, ale poświęcił także sporo czasu nad szlifem własnego talentu. Na "Weekend At Bernie's" usłyszymy, jak raper powoli, wyraźnie, ale znacznie płynniej i swobodniej niż kiedyś porusza się po bitach, zarówno tych spokojniejszych jak i żywszych. Lirycznie wypada porządnie, choć losowo wybrany fragment obnaża prostotę rymów, lecz intryguje samą zawartością. Oto przykład z "Have Faith":

I started off young,
Hard headed like father like son,
I was on the block then with the fiends and the bums,
Way before I had the OG and the bud,
I was pushing brown weed and arizona for fun,
I let the dope money talk for me...
There ain't much to say,
Put the money on the scale and be on my way


Jego głos to mieszanka nonszalanckich, nosowo brzmiących barw, które mogą wydawać się nudne, ale wg mnie zapadają w pamięć i mają tę charakterystyczną nutę. Od kiedy pamiętam, zawsze przykuwałem większą uwagę do tekstów Berniego aniżeli jego flowu. Na recenzowanym projekcie nie jest inaczej, gdyż ponownie mamy do czynienia z ciekawymi opowieściami, które w większości przywołują historie z życia wzięte. Te najczęściej nawiązują do dilerki, życia w ciągłym ruchu, niebezpiecznych spotkań i wszystkiego, co się wiąże z biznesem. Znalazło się też miejsce na kilka utworów o samozachwycie ("I'm Nice", "Berner"), kawałek o uzależnieniu od markowych ciuchów i gadżetów robionych na zamówienie ("Designer Thangs") bądź zmuszająca do refleksji piosenka o wierze w lepsze i niepoddawaniu się ("Have Faith"). Klimatycznie najczęściej otrzymamy spokojniejsze i melodyjne tony, ale kilka pozycji zdominowały skoczniejsze rytmy, jak np. w "I'll Be Ur Pusher", "Time", "Still Out Here" czy już trochę przesadnie szybkie "Berner" i "My Daddy". Właśnie te dwa ostatnie tytuły wprowadziły niepotrzebny zamęt w dość jednolitej atmosferze, a co więcej wg mnie Berner lepiej brzmi w tych bardziej ospałych melodiach. Bez względu na tempo czy klimat utworu serwowana produkcja wypada zawsze znakomicie: równo i solidnie. "Weekend At Bernie's" to pod względem muzycznym jeden z lepszych albumów, jakie miałem szansę posłuchać. Wyrazy uznania i ogromne podziękowania należą się Cozmo, który skomponował 11 niesamowitych podkładów. Pięć kolejnych wyszło spod palców Gennessee, a po jednym trafiło się takim osobom jak Goblin, Stinj-E, Pak Slap i Dunce. Utwory zachwycają głośnymi, wyraźnymi bitami, wpadającymi w ucho samplami i nieraz nawet ciekawszymi instrumentami, jak choćby gitarą we "Hit The Cut" czy hiszpańskimi dźwiękami w "Suavesita". Do końcowego efektu przyczynili się także współpracujący z Bernerem wokaliści, zarówno raperzy jak i wykonawcy (i wykonawczyni) refrenów w stylu RnB. Osobiście nie poczułem niektórych wystąpień ludzi spoza Kalifornii, w szczególności B.G. z Hot Boyzów. Gdyby tak skrócić album o kilka słabszych piosenek, mogłoby być bardzo blisko "piątki". Mam nadzieję, że nie muszę was dłużej przekonywać do posłuchania projektu "Weekend At Bernie's".


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (1):
By astel1 on 12 May 2011
genialna płyta, świetne bity, świetni goście, trzeba zbadać inne płyty Bernera

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.