YOUNG JAYDA
"Nonfiktion Vol. II"
Goodfella Records (2001)

$5 - $10
Ocena:
  1. Intro (skit)
  2. All Money f. K. Getta
  3. Don't Panic f. Low G
  4. How We Roll
  5. I'm With You f. Kwest
  6. Why
  7. (skit)
  8. (skit)
  9. My Aces
  10. One Wish f. Rup Dog
  11. Love This Life
  12. No Shit f. Gangsta Dre & San Quinn
  13. Ghetto Like Me f. Big Famous
  14. Unforgiven
  15. My Circle
  16. Radio f. Big Hollis & Lemay
  17. Ghetto Rebels f. Prime Minister, Alias & Black C
  18. F.C.B.G.
  19. Cold World
  20. Outro (skit)
Meadowview i Valley Hi w Sacramento to całkiem płodne wylęgarnie ciekawych artystów, a tym samym dobrych pozycji płytowych. Rup Dog, Prime Minister, Young Meek czy Young Jayda to wybrane ważniejsze postacie reprezentujące właśnie te rejony. Wspomniany Jayda to chłopak, który zaczynał u skrzydeł weterana Gangsta Dre, z którym wydał grupowy album. Na początku XXI wieku przyszedł czas na jego solo.

Young Jayda nie brzmi wcale tak młodo, a tym bardziej amatorsko. Raper ma swego rodzaju charyzmę, zarówno w głosie jak i w sposobie nawalania. Jego zachrypnięty, wręcz podstarzały głos jest perfidnie osobliwy, a dodatkowo przyjemny. Facet w pełni wykorzystał ten niepowtarzalny atut i postarał się, by go nie zmarnować. Tym samym serwuje nam przez cały album porządne, staranne zwrotki. Jego flow jest dość szybki, pełen emocji. Co więcej, artysta nie porusza banalnych tematów. Pewnie, że nie obejdziemy się bez standardowych tematów raperskich, ale Jayda przedstawia je w zupełnie innym wymiarze. Zastanawia się nad tym, dlaczego znalazł się w takiej a nie innej sytuacji, dlaczego żyje właśnie tak a nie inaczej. Piosenki mają jakiś sens i konkretny cel. Przykładowo "One Wish" opowiada o marzeniach, a "Cold World" o obojętności świata i ludzi. Naprawdę miło słucha się tego chłopaka, tym bardziej, że współpracował on na tym albumie z dobrymi producentami. Właściwie to muzyką zajmowali się Razor Sharp i Big Hollis, bo stworzyli prawie po połowie podkładów, zostawiając raptem jeden kawałek Gangsta Dre. Muzyka utrzymana jest w klimatach spokojnych, ale bardziej chylących się ku cięższym i smutniejszym. Prawdę mówiąc, nie mogę narzekać na żaden z bitów czy sampli. Są oczywiście lepsze i gorsze, ale wszystkie prezentują się co najmniej przyzwoicie. Mam też swoje dwa ulubione (dzięki czemu też same piosenki stają się jednymi z lepszych na płycie), a ściślej mówiąc "Unforgiven" i "My Circle". Nie ma jednak co podkreślać wyższości jednych utworów nad innymi, bo - jak wspomniałem - płyta jest naprawdę równa i dobra od początku do końca. Jeśli szanujecie pracę raperów, lubicie po prostu porządny rap i teksty na poziomie, to krążek z przyjemnością wam polecę.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.
yukmauf@poczta.onet.pl
lethaface@wp.pl